CZĘŚĆ 2 — Ciało, które wciąż należało do mnie
Stałam przed Markiem, niezdolna do odpowiedzi.
Koperta z dokumentami medycznymi leżała otwarta na stole.
Przeszukał ją.
Przeczytał informacje, które nie były jego.
„Otworzyłeś moją pocztę?” zapytałam.
Marc wstał.
„To nieważne”.
„Tak, ważne. To ważne”.
„Amandine może umrzeć, Élodie”.
„Więc masz prawo naruszać moją prywatność?”
Przeczesał dłonią włosy.
„Nie rób z tego konfliktu. Jesteście parą. To niesamowity zbieg okoliczności”.
Spojrzałam na mężczyznę, którego kochałam przez dwanaście lat.
O nic mnie nie pytał.
Nie patrzył na mnie nawet jak na kogoś, kto może podjąć decyzję.
Patrzył na moje ciało tak, jak patrzył na nasz dom, nasze finanse i mój czas: coś, co należało do niego, bo byłam jego żoną.
„Lekarz był czysty” – powiedziałam. „To mój wybór”.
Marc uśmiechnął się chłodno.
„Nie pozwoliłeś kobiecie umrzeć z zazdrości, prawda?”
Słowa uderzyły mnie w twarz.
Nie byłam zazdrosna o chorobę.
Nie byłam zazdrosna o strach Amandine.
Byłam zraniona zdradą, upokorzona we własnym domu i wykorzystana jako lekarstwo przez mężczyznę, który obiecał mnie chronić.
Ale Marc wiedział, że poczucie winy będzie jego najskuteczniejszą bronią.
„Nie podejmę dziś żadnej decyzji” – odpowiedziałam.
Podszedł bliżej.
„Nie ma o czym decydować. Możesz uratować życie”.
„Może”. Ale nie będę nikogo ratować pod przymusem.
Zniżył głos.
„Jesteś okrutny”.
Spojrzałam mu prosto w oczy.
„Nie. Mam dość bycia jedyną osobą, którą prosisz o poświęcenie”.
Tej nocy spałam u siostry.
Następnego dnia wróciłam do szpitala, żeby porozmawiać z lekarzem i psychologiem z centrum transplantacyjnego.
Musiałam usłyszeć coś wyraźnie, bez gniewu Marca, bez łez Amandine i bez osądów rodziny.
Psycholog nazywała się dr Véronique Lemaire.
Słuchała mnie prawie godzinę.
Opowiedziałam jej o niewierności.
Amandine wprowadza się do mojego domu.
O posiłkach, pościeli, randkach.
O otwartej korespondencji.