„Co to znaczy?”
Marc nie odpowiedział. Camille zauważyła ciszę. Przez 11 lat małżeństwa nauczyła się rozpoznawać jego kłamstwa, zanim jeszcze nabrały kształtu. Miał ciszę, by uwodzić, ciszę, by karać, ciszę, by wmówić innym, że są szaleni. Ta była inna. To była cisza mężczyzny obliczającego odległość do drzwi.
Solène Caron odezwała się ponownie.
„Panie Vallon, pańska obecność zmienia sposób zarządzania Vallon Prestige. Ale zanim cokolwiek powiesz, musimy potwierdzić pochodzenie tych 26 milionów”.
Édouard nie spuszczał wzroku z Marca.
„Ja
Nie należały do Vallon Prestige.
Camille poczuła ucisk w gardle.
„Do kogo należały?”
Staruszek w końcu odwrócił na nią wzrok, a jego spojrzenie było ciężkie od dawnego zmęczenia.
„Do twojej rodziny”.
Pośród gości rozległ się szmer, niczym fala w ciasnym pokoju. Camille nie drgnęła. Słowa zdawały się unosić przed nią, nie docierając do jej świadomości.
„To niemożliwe. Mój ojciec stracił wszystko, zanim umarł”.
„Właśnie wmówiono ci to”.
Marc warknął:
„Sprzedacie jej kolejną legendę?”
Édouard zrobił krok w jego stronę.
„Sprzedaliście jej małżeństwo”.
To zdanie uderzyło Camille mocniej niż upokorzenia z mikrofonu. Pomyślała o ich spotkaniu w Lyonie, na konferencji medycznej, gdzie Marc z niepokojącą wręcz uwagą pochwalił jej pracę. Wróciła myślami do czasów, gdy jej matka już odeszła, gdy ojciec właśnie zmarł, gdy podpisywała dokumenty, nie rozumiejąc, dlaczego wszyscy prawnicy wydawali się tacy pospieszni. Pomyślała o Marcu, który powiedział jej:
„Zaufaj mi, Camille. Zajmę się wszystkim”.
Na ekranie Solène wyświetliła starą umowę. Na górze strony widniała nazwa rodzinnego laboratorium: Delorme Biotech. Camille poczuła, jak jej palce stygną.
„Patent D-19” – powiedział Édouard. „Eksperymentalna terapia opracowana przez twojego ojca. Nigdy nie została wprowadzona na rynek za jego życia, ale klauzula zwrotu stanowiła, że 40% przyszłych dochodów trafi do Funduszu Delorme, jeśli produkt zostanie przejęty przez prywatną grupę”.
Camille ledwo oddychała.
„Fundusz został zamknięty”.
Adrien, który właśnie przeczytał dokumenty na tablecie Solène, odpowiedział cicho:
„Nie. Zostały zamaskowane”.
Pojawił się kolejny dokument. Zrzeczenie się praw. Podpis.
Camille zobaczyła swoje nazwisko.
Zrobiła krok naprzód.
„To nie mój podpis”.
Na drugim końcu tarasu mężczyzna próbował odejść. Léa, asystentka Camille, natychmiast go rozpoznała.
„Maître Brévin?”
Notariusz zatrzymał się jak wryty, jakby jego nazwisko właśnie przykuło go do miejsca. Jego twarz była blada.
Marc odwrócił się gwałtownie.
„Nie mów nic”.
Maître Brévin spojrzał na Marca, potem na dziennikarzy, a potem na Édouarda.
„Mówiłeś, że się zgodziła”.
Camille zamknęła na chwilę oczy. Nie po to, żeby płakać. Żeby powstrzymać gniew przed zbyt szybkim wybuchem.
„Zgodziła się na co?”
Notariusz przełknął ślinę.
„Przeniesienie praw resztkowych”. W zamian za ugodę finansową w rozwodzie.
Camille zaśmiała się krótko i bez radości.
„Nie otrzymałam żadnej rekompensaty”.
„Teraz to wiem”.
„Nie. Już wiedziałeś”.
Maître Brévin spuścił wzrok.
Marc wybuchnął:
„Dość tego! Mówicie tak, jakbym okradł bezbronną wdowę. Camille mieszkała w moich domach, posługiwała się moim nazwiskiem, korzystała z moich koneksji”.
Spojrzała na niego z przerażającą czułością.
„A ty, ty wykorzystywałeś pracę mojego ojca”.
Następująca cisza była bardziej okrutna niż krzyk.
Chloé odstawiła kieliszek na stół. Jej ręka drżała.
„Mówiłeś mi, że wyszła za ciebie dla pieniędzy”.
Marc spojrzał na nią z wściekłością.
„To nie jest odpowiedni moment”.
„Mówiłeś mi, że bez ciebie jest pusto”.
Camille odpowiedziała za niego:
„Kłamcy potrzebują, żeby wszyscy zapominali tak samo szybko”.
Marc zrobił krok w jej stronę.
Adrien ustawił się nieco przed Camille, nie dotykając Marca, nie naciskając na nią. Tylko na tyle, by przypomnieć jej, że nie jest już jedynym, który decyduje, czego boją się inni.
„Odwal się” – powiedział Adrien.
Marc spojrzał na niego z nienawiścią.
„Ty, co, grasz rycerza? Myślisz, że nie wie, dlaczego tu jesteś?”
Camille odwróciła głowę w stronę Adriena. Przez chwilę widziała rysę na jego twarzy.
„O czym on mówi?”
Energia Marca powróciła, złowroga energia, taka, jaką żywią mężczyźni, którzy wolą spalić cały dom, niż ponieść klęskę.
„Foster Europe. Umowa o awaryjnym przejęciu. Jeśli Vallon Prestige upadnie dziś wieczorem, kto dostanie aktywa?”
Solène zamknęła oczy.
Camille zrozumiała, zanim ktokolwiek zdążył jej odpowiedzieć.
„Adrien?”
Nie kłamał.
„Moja grupa miała prawo pierwokupu w przypadku poważnego niewypłacalności”.
Zdrada milczała. Po prostu wdarła się do Camille, zimna i precyzyjna.
„Wiedziałaś o tym, zanim ze mną poszłaś?”
„Tak”.
„I nic mi nie powiedziałaś”.
„Chciałam poczekać, aż będzie to konieczne”.
Uśmiechnęła się z urazą.
„Właśnie takie zdanie Marc uznałby za eleganckie”.