Cara stała w tym korytarzu, otoczona duchami mojego istnienia, i nie czuła żalu. Czuła się zakłopotana. Natychmiast zadzwoniła do naszej mamy. „Wiedziałaś, że Willa się przeprowadziła?”
Kostki domina zaczęły się przewracać. Nie z troski, ale z powodu desperackiej, panicznej świadomości, że ich służąca uciekła z plantacji.
Mój telefon rozbłysnął jak choinka. Judith. Judith. Cara. Judith.
Siedziałam na sofie w Portland z kieliszkiem pinot noir w dłoni i patrzyłam na ekran. Nie wyciszyłam go. Chciałam usłyszeć wibracje. Chciałam poczuć szaleńczą energię ludzi, którzy zignorowali 214 wiadomości i teraz zostawili 47 wiadomości głosowych w ciągu 48 godzin.
Poczta głosowa nr 1: „Willa, gdzie jesteś? Zadzwoń do mnie natychmiast”.
Poczta głosowa nr 15: „Jesteś najbardziej samolubną córką, jaką kiedykolwiek wychowałam. Jak śmiesz mnie tak zostawiać?”
Poczta głosowa nr 34: „Powiem wszystkim w kościele, co zrobiłaś. Twój ojciec by się ciebie wstydził”.
Poczta głosowa nr 47: „Jeśli nie oddzwonisz do niedzieli wieczorem, umrzesz dla tej rodziny”.
Robiłem notatki. Jestem kierownikiem projektu; śledzę dane. Spośród czterdziestu siedmiu wiadomości, ani jedna nie pytała, czy jestem bezpieczny. Ani jedna nie pytała, dlaczego odszedłem. Każda sylaba była żądaniem powrotu do służby.
Spojrzałem na teczkę w szafie. 214 zrzutów ekranu. Czas było wysłać raport końcowy.
W moje trzydzieste trzecie urodziny poszedłem na pocztę na Hawthorne Boulevard. Miałem średniej wielkości pudełko, rolki taśmy pakowej i serce z hartowanej stali.
Rozdział 5: Urodziny dinozaura
Sobota, 15 marca. Columbus, Ohio.
Dom mojej mamy był udekorowany na trzecie urodziny Olivera. Obrusy z dinozaurami. Zielone balony. Kupiony tort, bo nikt nie wiedział, jak dopasować go do cukierni, z której kiedyś korzystałem. Dom był pełen świadków: rodziców Drewa, sąsiadów, pastora i jego żony.
Judyta była w swoim