Pod podartym rękawem swetra wciąż migał mały, czarny mikrofon.
I po raz pierwszy od ośmiu lat Romain Delmas przestał się uśmiechać.
CZĘŚĆ 2
Romain szybko odzyskał głos. W przedpokoju, ze skutymi nadgarstkami, zwracał się do policjantów tak samo, jak do klientów: spokojnie, opanowanie, pewnie.
„Moja żona jest chora. Manipuluje naszą córką. Maxime i ja po prostu próbowaliśmy ją uspokoić”.
Maxime skinął głową zbyt szybko.
„Krzyczała. Chciała wyjść z małą dziewczynką”.
Camille, siedząc na krześle, podczas gdy strażak badał jej brwi, spojrzała na Inès, owiniętą w koc.
„Wyprowadź moją córkę na zewnątrz, zanim będzie dalej kłamał”.
Romain zadrwił.
„Zawsze teatr”.
Ale policjantka już schowała mikrofon do zamkniętej torby. Inna fotografowała nowicjuszy, weteranów, nowych
Nowe sekrety, te, które Camille przestała ukrywać.
W szpitalu w Angers nie chciała spać, dopóki nie przemówiła.
Komendan Marceau przybył o 3:07 rano z tabletem w ręku.
„Czy pani nazywa się Camille Delmas?”
Skinęła głową.
„Przed ślubem nazywała się pani Camille Roussel?”
Zapadła cisza.
„Tak”.
Marceau podniósł wzrok. Nie widział już tylko ofiary.
Camille Roussel była księgową z urzędu. Pomagała wydziałowi ds. przestępstw finansowych w sprawach oszustw na rynku nieruchomości. Romain zmusił ją do porzucenia praktyki, sprzedania samochodu i zerwania z nią wszelkich kontaktów.
Ale przez dziewięć miesięcy potajemnie wszystko odbudowywała.
Wyciągi bankowe, sfałszowane podpisy, zawyżone faktury, opróżnione konta, zeznania świadków, nagrane groźby.
Potem wyszeptała:
„Przeszukajcie podwieszany sufit w garażu. Za szarym włazem”.
Dowódca pochylił się do przodu.
„Co to jest?”
Camille zamknęła oczy.
„Wystarczająco, żeby go powalić. I wystarczająco, żeby udowodnić, że planował oskarżyć mnie o znęcanie się nad Inès”.
CZĘŚĆ 3
O 11:40 następnego dnia Romain opuścił areszt z miną człowieka przekonanego, że świat w końcu będzie mu posłuszny.
Miał drogiego prawnika, wpływowych klientów i sąsiadów, którzy z szacunkiem nazywali go „panem Delmasem”. Maxime szedł obok niego, blady, ale arogancki, z rękami w kieszeniach.
„Mówiłem ci” – mruknął Romain, zapalając papierosa przed komisariatem. „Nic nie mają. Podsłuch, trzy siniaki, załamanie nerwowe… to nie ma sensu”.
Maxime rozejrzał się po okolicy.
„A co, jeśli ona naprawdę ma sprawę?”
Romain wpatrywał się w niego.
„Camille nie ma już nikogo. Zabrałem jej wszystko. Pracę, przyjaciół, pieniądze, wiarygodność. Samotna kobieta nie wygra z dwoma mężczyznami opowiadającymi tę samą historię”.
Zgasił papierosa pod butem.