Áron nie spuszczał ze mnie wzroku.
– Jaka dziewczyna?
– Janka.
Serce biło mi tak szybko, że aż bolało.
– Kim ona była?
– Nie wiem dokładnie.
Skłamał.
Widziałam to na nim.
– To skąd wiesz, że nie żyje?
Áron odchylił się do tyłu.
– To stara rodzinna historia.
– A dlaczego twoja matka trzyma jego zdjęcie?
Nie odpowiedział.
Nauczyciel rozpoczął lekcję.
Áron jednak patrzył na mnie od czasu do czasu przez cały ranek.
I wiedziałam, że mój pierwotny plan już się zmienił.
Myślałam, że będę musiała się do nich zbliżać przez miesiące.
Dla porównania, ktoś rozpoznał moją twarz pierwszego dnia.
Po południu Áron dogonił go przy bramie.
– Zorka.
Zatrzymałam się.
– Tak?
– Nie złość się o śniadanie.
– Nie jestem zła.
– Naprawdę jesteś do niego podobna.
– Wiele osób jest do siebie podobnych.
– Nie za bardzo.
Nie odpowiedziałem.
Áron w końcu zapytał:
– Chcesz się napić?
– Dlaczego?
– Bo chcę ci coś pokazać.
Poszliśmy do kawiarni niedaleko szkoły.
Áron wyjął telefon.
Otworzył zdjęcie.
Od razu je rozpoznałem.
Zrobiono je w ogrodzie mojej mamy.
Stałem na środku, trzymając czerwoną plastikową łopatkę.
Obok mnie stał siedmioletni Áron.
W tle moja mama i Réka.
Poczułem, jak marzną mi palce.
– Skąd to się wzięło?
– Ze starego albumu mojej mamy.
– Dlaczego zrobiłeś to zdjęcie?
– Bo kiedy byłem dzieckiem, kilka razy pytałem ją, kto na nim jest.
– Co powiedziała?
– Że jedna z kobiet była jej najlepszą przyjaciółką.
– Ta mała dziewczynka?
– Zginęła razem z nim w wypadku.
– A ty mnie pamiętasz?
Áron zmarszczył brwi.
– Dla ciebie?
Od razu się poprawiłem.
– Dla małej dziewczynki.
– Ledwo.
Uszło mi to na sucho.
– Pamiętam tylko, że miała na imię Janka i zawsze za mną chodziła.
Przygryzłem wargę.
Naprawdę wszędzie za nią chodziłem.
Áron nawet kiedyś zrobił mi tekturowy miecz.
– Twoja mama dużo o tym mówi?
– Nigdy.
– To po co ci to zdjęcie?
– Też chcę to wiedzieć.
Kilka dni później pokazał mi kolejne dwa.
Byłem na każdym.
Réka trzymała je w osobnej kopercie w swojej szafie.
Áron powiedział:
– To brzmi okropnie, ale czasami myślę, że moja mama boi się tych zdjęć.
– Czego miałaby się bać?
– Nie wiem.
Potem dodał:
– Kiedy byłem dzieckiem, budziłem się czasem, słysząc jego słowa: „Gdyby Janka żyła, byłaby teraz prawie dorosła”.
Zamarłem.
– Czy on to powiedział?
– Tak.
Áron próbował się roześmiać.
– Dziwne, prawda?
Naprawdę.
Bo według publicznej wersji wydarzeń nikt przy zdrowych zmysłach nie spodziewał się, że będę żył.
Ale Réka wciąż o nim myślała po dwunastu latach.
Dwa tygodnie później szkoła zorganizowała zbiórkę funduszy.
Grupa Bíró była jednym z największych sponsorów.
Wiedziałem, że mój ojciec przyjdzie.
Ale kiedy go zobaczyłem, ścisnęło mnie w żołądku.
Miał około pięćdziesiątki.
Skronie mu siwiały.
Miał na sobie drogi, ciemny garnitur.
Prezes lokalnej izby gospodarczej przedstawił go jako „jednego z najbardziej utytułowanych przedsiębiorców, którzy osiągnęli sukcesy, dorabiając się samemu w mieście”.
To było absurdalne.
Swój pierwszy poważny kapitał pozyskał z ubezpieczenia żony i dziecka, które uważał za zmarłe.
W środku wieczoru Áron zawołał mnie.
– Teraz cię przedstawię.
– Komu?
– Gáborowi.
Nadal nie nazywała go „ojcem”.
Réka była z pierwszego małżeństwa i prawdopodobnie nigdy nie byli sobie bliscy.
Mój ojciec stał do niej tyłem.
Áron dotknął jego ramienia.
– Gábor, to mój nowy kolega z klasy.
Odwrócił się.
Spojrzał na mnie.
Szklanka, którą trzymał, wyślizgnęła mu się z ręki.
Roztrzaskała się o podłogę.
Wszyscy wokół zamilkli.