Szczeniak pierwszy wypadł na podwórko. Niezgrabny, okrągły, z łapami, które jeszcze nie zawsze słuchały głowy. Podbiegł do chłopca, obwąchał mu buty i natychmiast zabrał się za sznurówkę.
Chłopiec prawie się uśmiechnął.
– To jej?
– Syn.
Szczeniak pociągnął za sznurówkę mocniej.
– Śmieszny.
– Bezczelny.
– Ona nie lubiła bezczelnych.
– To teraz ma ciężko.
Chłopiec spojrzał na mnie i pierwszy raz uśmiechnął się naprawdę.
Wtedy Nora stanęła w drzwiach zaplecza.
Nie wyszła.
Miała spięte ciało, położone uszy i oczy wbite w chłopca.
On natychmiast przestał się uśmiechać.
Usiadł na mokrej ziemi i położył ręce na kolanach. Nie wyciągnął ich do niej.
– Nora – powiedział cicho.
Suka nie drgnęła.
Szczeniak nadal gryzł sznurówkę.
Chłopiec opuścił dłoń, ale zatrzymał ją daleko od psa.
– To ja. Michał.
Nora podniosła głowę.
Jedno ucho drgnęło.
Michał siedział nieruchomo. Zdjęcie trzymał przy piersi tak mocno, że folia zaczęła się zaginać.
– Nie mogłem przyjść wcześniej – powiedział.
Nora zrobiła krok.
Potem drugi.
Szczeniak puścił sznurówkę, jakby nawet on zrozumiał, że teraz nie wolno przeszkadzać.
Nora nie podeszła od razu. Okrążyła chłopca bokiem, powąchała rękaw kurtki, kolano, brzeg plecaka. Zatrzymała się naprzeciwko.
Michał wypuścił powietrze.
– Pamiętasz mnie?
Nora podeszła bliżej i położyła ciężki, siwiejący pysk w jego małych dłoniach.
Chłopiec wytrzymał kilka sekund.
Potem przytulił czoło do jej głowy i wyszeptał: