– Nie umiałem wybrać.
Michał przyjrzał się małemu. Ten w tym czasie przewrócił się na bok, nadal nie puszczając sznurówki.
– Będzie Bąbel.
– Bąbel?
– Bo jest mały, okrągły i wszędzie się wciska.
Szczeniak kichnął, jakby się zgadzał.
– Pasuje – powiedziałem.
Tak szczeniak dostał imię.
Później siedzieliśmy na starych skrzynkach przy zapleczu. Nora leżała obok Michała tak blisko, że jej łapa dotykała jego buta. Bąbel zasnął przy jej brzuchu, a co chwilę ruszał łapami przez sen.
Michał zaczął opowiadać.
Krótko. Bez ozdobników. Dzieci często mówią o najgorszych rzeczach tak, jakby wymieniały plan lekcji, bo inaczej głos mógłby im się rozpaść.
Jego mama chorowała długo. Najpierw w domu. Potem coraz częściej w szpitalu. Nora była z nimi od czasu, kiedy Michał był mały. Spała przy drzwiach pokoju mamy. Kiedy mama kaszlała w nocy, pierwsza podnosiła głowę. Kiedy Michał wracał ze szkoły, Nora już czekała przy furtce.
– Mama mówiła, że ona poznaje mnie po krokach – powiedział. – Nawet jak szedłem cicho.
Pogłaskał sukę po szyi.
– A potem mamy nie było. I mnie zabrali do babci.
Nie powiedział “mama umarła”.
Powiedział “mamy nie było”.
Jakby jej brak był pomieszczeniem, do którego nadal bał się wejść.
– A Nora? – zapytałem.
Michał przez chwilę patrzył na zdjęcie.
– Najpierw była u babci też. Ale babcia mówiła, że pies w domu po chorej osobie to tylko smutek i sierść. Że nie ma siły. Że ja muszę myśleć o szkole. Potem wróciłem jednego dnia i Nory nie było.
Zacisnąłem dłonie.
– Co ci powiedziała?
– Że uciekła.
– Uwierzyłeś?
Michał wzruszył ramionami.
– Chciałem.
To było chyba najuczciwsze zdanie, jakie mógł powiedzieć.
Chciał wierzyć, bo dziecko czasem woli ból po stracie niż wiedzę, że ktoś dorosły zrobił coś okrutnego i jeszcze kazał mu iść odrobić lekcje.
Nora położyła głowę na jego kolanie.
Michał zamarł na sekundę. Potem wsunął palce w jej sierść.
– Szukałem jej po lekcjach. Nie codziennie. Babcia się złościła, jak wracałem późno. Pytałem przy sklepie, u sołtyski, na przystanku. Nikt nie widział. Dopiero pan z poczty powiedział, że ktoś zabrał starą szarą sukę spod drogi do warsztatu mebli.
Spojrzał na mnie.
– Bałem się przyjść.
– Czego?
– Że powie pan, że jej już nie ma.
Bąbel przewrócił się na plecy i westchnął głośno.
Nora nawet nie spojrzała. Była cała przy chłopcu.
– Jest – powiedziałem. – I teraz nikt jej nie wyrzuci.
Michał spuścił głowę.
– Ja też jej nie wyrzuciłem.
Powiedział to tak cicho, że prawie zagłuszył go wiatr za oknem.
Wtedy zrozumiałem, że on przez cały ten czas nie tylko szukał psa.
On szukał wyroku.
Czy zawinił.
Czy mógł zrobić więcej.
Czy gdyby szybciej wrócił ze szkoły, gdyby mniej płakał, gdyby bardziej pilnował furtki, Nora nie leżałaby przez deszcz przy przystanku.