Pani Helena leżała blada, mniejsza niż kiedykolwiek, ale gdy zobaczyła Kubę, jej oczy rozjaśniły się tak, jakby ktoś zapalił lampkę przy łóżku.
„Mój chłopiec…”
Kuba podbiegł i chwycił jej dłoń.
„Ja nic nie zabrałem. Naprawdę.”
Po jej twarzy spłynęła łza.
„Wiem. Ty mi przynosiłeś, Kubuś. Nigdy nie zabierałeś.”
„Ten pan już mnie nie wpuści.”
„Roman boi się tego, czego nie może sprzedać.”
Kuba nie rozumiał, ale poczuł, że to ważne.
Pani Helena poruszyła palcami, jakby chciała przyciągnąć go bliżej.
„Jeśli kiedyś znajdziesz coś w swoim ogrodzie… nie oddawaj nikomu, zanim mama nie przeczyta listu.”
„W moim ogrodzie?”
Jej oddech stał się cięższy.
„Pod jabłonką. Tam, gdzie zakopałeś tego plastikowego dinozaura, bo mówiłeś, że archeolodzy kiedyś będą mieli niespodziankę.”
Kuba otworzył szeroko oczy.
Pamiętała.
Pani Helena uśmiechnęła się słabo.
Promoted Content
Brainberries
„Ja też umiem robić niespodzianki.”
Dwa dni później zmarła.
Pudełko pod jabłonką nie zawierało pieniędzy, tylko prawdę, która oddała chłopcu dobre imię i ocaliła dom pani Heleny
Na pogrzebie pani Heleny było niewiele osób.
Kilka sąsiadek, mama Kuby, ksiądz, dwóch mężczyzn z domu pogrzebowego i Roman z kobietą w czerwonym szalu, która tym razem miała czarny płaszcz i ciemne okulary, choć dzień był pochmurny.