„Mamo… ja będę miał pokój?”
Mama płakała.
„Nie taki do mieszkania, kochanie. Pokój nazwany po tobie. Żeby ludzie pamiętali, co zrobiłeś.”
Kuba opuścił wzrok.
„Ja tylko dawałem wodę.”
Mama przyciągnęła go do siebie.
„Czasem ‘tylko’ jest większe niż wszystko.”
Następnego dnia poszli do notariusza wskazanego w liście. Starszy mężczyzna w okularach długo oglądał dokumenty, potem skinął głową.
„Pani Helena była bardzo ostrożna. Przychodziła do mnie trzy razy. Za każdym razem pytała, czy można ochronić chłopca przed oskarżeniami syna.”
Kuba siedział obok mamy z plecakiem na kolanach.
„Pani Helena mówiła o mnie?”
Notariusz spojrzał na niego łagodnie.
„Bardzo dużo. Powiedziała, że jesteś najmłodszym człowiekiem, który zachowywał się w jej domu jak dorosły, i jednym z niewielu dorosłych sercem.”
Kuba spuścił głowę, żeby nikt nie zobaczył, że płacze.
Sprawa szybko trafiła do sądu, bo Roman natychmiast próbował podważyć testament. Twierdził, że jego matka była zmanipulowana przez „biedną rodzinę z sąsiedztwa” i „dziecko wykorzystywane do wzbudzania litości”. Jego prawnik sugerował, że Kuba mógł celowo zbliżyć się do chorej kobiety.
Na sali sądowej chłopiec siedział przy mamie i czuł, jak boli go brzuch. Nigdy wcześniej nie widział sądu. Wszystko było tam zbyt wysokie: ławki, okna, głosy dorosłych.
Roman mówił długo.
O obowiązkach syna.
O rodzinie.
O tym, że matka „pod koniec życia nie rozpoznawała rzeczywistości”.
Wtedy pani Janina wstała jako świadek.
Miała na sobie szary płaszcz i kapelusz, którego używała tylko na Wszystkich Świętych i ważne sprawy.
„Helena rozpoznawała rzeczywistość lepiej niż jej syn” powiedziała spokojnie. „Wiedziała, kto przyjechał po dom, a kto przychodził z wodą.”
Na sali zrobiło się cicho.