„Przypadkowo spotkałam byłego męża po 12 latach od rozwodu. Gdy usłyszałam jego pytanie: «No i co, żałujesz swojej decyzji?», po prostu pokazałam mu jedną rzecz
— Można tak powiedzieć.
— Czyli jednak udało ci się znaleźć lepszą posadę.
W tym momencie podeszła do nas moja asystentka.
— Pani Aneto, przepraszam za przerwanie. Zarząd funduszu jest już w sali konferencyjnej. Czekają tylko na panią.
— Dziękuję, Marto. Zaraz przyjdę.
Kobieta skinęła głową i odeszła.
Zauważyłam, że Michał wyraźnie się wyprostował.
— Pani Aneto? Zarząd funduszu?
— Tak.
— Nie mówiłaś, że masz spotkanie.
— Bo nie pytałeś.
Przez chwilę milczał.
— Kim właściwie jesteś w tej firmie?
Wzięłam do ręki dokumenty.
— Założycielką.
— Słucham?
— Założycielką i głównym udziałowcem.
Na jego twarzy pojawiło się niedowierzanie.
— Chcesz powiedzieć, że…
— Firma, która wybudowała ten kompleks, należy do mnie.
Michał zamrugał kilka razy.
— Ten budynek?
— Tak.
— Cały?
— Cały.
Przez kilka sekund nie był w stanie wydobyć z siebie słowa.
Patrzył na mnie tak, jakby próbował zdecydować, czy żartuję.
— To niemożliwe.
— Dlaczego?
— Bo…
Urwał.
Bo w jego głowie nadal byłam tą samą kobietą siedzącą przed laty w małej kuchni wynajmowanego mieszkania.
Tą, którą uznał za zbyt zwyczajną, zbyt spokojną i zbyt mało ambitną.
Nie zauważył tylko jednego.
To właśnie po jego odejściu nauczyłam się wierzyć w siebie.
— Michał, świat nie zatrzymał się dwanaście lat temu.
— Nie wiedziałem…
— Skąd miałbyś wiedzieć?
Znów zapadła cisza.
Po raz pierwszy od początku rozmowy wyglądał na człowieka pozbawionego pewności siebie.
— Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem.
— Dziękuję.