Usiadł na ławce, milczał, a potem odwrócił się do niej i przemówił.
— Wiesz, dawno temu zdałam sobie sprawę, że łzy nie rozwiązują problemów, tylko utrudniają życie. Rok temu oprzytomniałam, nic nie pamiętając. Tak, szlochałam ze strachu. Ale potem zrozumiałam, że łzy niczego nie zmienią. Żyłam kiedyś. Przecież skoro oprzytomniałam w piwnicy, to moje miejsce. Błąkałam się po ulicach, niemal tuląc się do ludzi, ale nikt mnie nie rozpoznał. Doszłam do wniosku, że nikogo nie mam. Próbowałam zdobyć dokumenty, ale policja była nieuprzejma. Rozumiem, że nikt nie chce mieć do czynienia z bezdomnymi. Teraz jestem nikim.
— Niewidzialna — powiedziała Tanya i odwróciła się do niego.
— Dziwne, że pamiętam, jak się mówi i je, ale nie pamiętam, kim jestem.
A potem Tanya wpadła na pomysł:
— Jak masz na imię?
— W ogóle mnie nie słuchałeś? Nie pamiętam. Mów mi, jak chcesz.
— Wiesz, mam na imię Tanya. Może możesz mi pomóc?
Tanya opowiedziała Antonowi o swoim planie. Wybrała to imię, bo tak miał na imię jej ojciec.
Anton zastanowił się przez chwilę:
— To przygoda. Podoba mi się… Ale jak? Jestem tak źle ubrany, że moje miejsce jest w śmietniku, a nie w restauracji.
— Nieważne. Wiesz, jaką mam matkę? Szybko cię doprowadzi do porządku i ubierze tak, że nie poznasz samej siebie — uśmiechnęła się Tania.
— Masz szczęście. A tata…
— Nie. Już dawno go nie ma. Przypominasz mi go w jakiś sposób. Powiedział, że powinniśmy walczyć. Jeśli nie chcesz, zrozumiem. Ale na twoim miejscu bym walczyła. Tego chcę i proponuję, żebyś wzięła udział.
— Czy twoja mama mnie zaakceptuje?
— Tak. Jest dla mnie niesamowita. Przyjedź do nas. Zaraz zapiszę adres…
— Powiedz mi, tak to zapamiętam. Nie wiem, kim byłam, ale od razu wszystko pamiętam.
Tania wróciła do pracy. Zrozumiała, że jest przebiegła, ale miała nadzieję, że jej plan nie wyjdzie na jaw i że w końcu zostanie sama.
Wieczorem, po powrocie do domu, opowiedziała wszystko mamie. Mama powiedziała:
— Taniu, jesteś dorosła. Będę cię wspierać. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży. A poza tym… Czy on na pewno nie jest jakimś przestępcą?
Taniu pocałowała ją:
— Mam nadzieję, że nie, wygląda na miłego i bezpiecznego. Po prostu miał pecha. Jesteś najlepsza!
— Tak… Najwspanialszy ciężar na świecie.
Anton przyjechał punktualnie. Przez chwilę niezgrabnie stąpał po progu, po czym zdjął buty i stanął boso na śnieżnobiałej podłodze. Taniu się uśmiechnęła:
— Wszystko w porządku. Przyszedłeś! To najważniejsze, a resztę wymyślimy. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze.
— Jak mogłabym cię zawieść? Ja…
— Za wcześnie, żeby wczuć się w rolę — zaśmiała się Taniu. — Ale jesteś w dobrym nastroju. Musimy wszystko rozegrać tak, żeby wszyscy uwierzyli, że łączy nas romans i pełna harmonia.
Mama Tanyi weszła do pokoju na wózku inwalidzkim. Anton cofnął się trochę, a potem uśmiechnął się do niej. Mama Tanyi nie chodziła. Pięć lat temu uszkodziła sobie kręgosłup i od tamtej pory nie czuje nóg.
– Dzień dobry! Poznajmy się.
– Jestem… Anton, chyba.
W umówionym dniu wszystkie oczy zwrócone były na Tanyę, ale panowała cisza. Wiedziała: wszyscy czekali na jej hańbę.
Rano Anton zabrał ją do restauracji.
– Przyjdę o siódmej.
– Poczekam.
– Och, uwierz mi, będę czekać. Tanya, wyglądasz niesamowicie. Naprawdę cieszę się, że spędzimy razem ten wieczór.
– Anton. Jestem tu sam. Kim jest „ty”?
– Och, to znaczy ty.
Zdała sobie sprawę, że jego słowa wcale jej nie zawstydziły. Nawet jego komplementy ją pochlebiały.
Podczas uroczystości Tatiana zwróciła uwagę na miny swoich kolegów. Właściciel restauracji obchodził rocznicę i obiecał premię wszystkim pracownikom. Być może to właśnie utrzymywało ich w dobrym humorze i nikt nie spieszył się z uszczypliwymi uwagami pod jej adresem.
— Tatiano, jesteś sama? — zapytał właściciel.