Voss stał przed budynkiem aresztu, trzymając radio przy ustach.
„Trudno cię znaleźć” – powiedział.
„Znalazłeś mnie bez trudu”.
„Nie. Znalazłem plan, który napisali twoi ludzie”.
„Kto ci go dał?”
Voss uśmiechnął się.
„Nadal myślisz, że chodzi o zdrajcę?”
„Naprawdę?”
„Chodzi o dziedzictwo”.
Avery zmarszczył brwi.
Voss odwrócił się w stronę budynku Ryana.
„Zapytaj ojca, dlaczego wybrali cię na Ducha”.
Głos Everetta zagrzmiał na kanale.
„Nie słuchaj go”.
Voss się roześmiał.
„Tutaj, Everett”.
Avery wstrzymała oddech.
Kanał dowodzenia jej ojca powinien być oddzielny.
Voss miał dostęp do wszystkiego.
„Wysłałeś za mną córkę” – kontynuował Voss. „Po tym wszystkim, co obiecałeś”.
W głosie Everetta słychać było gniew.
„Niczego ci nie obiecałem”.
„Obiecałeś dokończyć to, co zaczęliśmy”.
„To skończyło się dziewiętnaście lat temu”.
„Nie. Po prostu się zamieniliście”.
Avery wyszeptała: „O czym ty mówisz?”.
Żaden z mężczyzn nie odpowiedział.
Wycelował w klatkę piersiową Vossa.
Wiatr: znośny.
Zasięg: 1784 metry.
Kąt: minus dwanaście stopni.
Jeden celny strzał mógłby zakończyć rozmowę.
Voss spojrzał w stronę grzbietu.
„Chodź, Avery”.
Zatrzymał się.
„Jeśli dasz sobie szansę” – powiedział – „nigdy nie dowiesz się, dlaczego twój ojciec wybrał imię Duch Trzynasty”.
Palec Avery’ego pozostał nieruchomy.
Mercer wyszeptał: „Nie mieszaj się!”.
Voss uśmiechnął się.
„Było dwunastu oryginalnych obiektów Domu Luster”.
Avery poczuł dziwny ucisk za żebrami.
„To kłamstwo”.
„Zapytaj Everetta”.
Ojciec nic nie powiedział.
Uśmiech Vossa zniknął.
„Byłeś trzynastym”.
Świat wokół lunety zdawał się kurczyć.
Avery opuścił karabin.
„Co?”
„Avery” – powiedział Everett – „skup się!”
„Powiedz mu, że kłamie”.
Cisza.
„Tato”.
Everett odetchnął.
„Nigdy nie byłeś częścią Domu Luster”.
„Nie o to pytałem”.
Voss powoli przeszedł przez podwórko.
„Całe życie zastanawiałeś się, dlaczego twój ojciec traktował Ryana jak syna, a ciebie jak ciężar.”
„Zamknij się.”
„Myślałeś, że to dlatego, że uważał cię za słabego.”
Avery zacisnął szczękę.
„Bał się tego, co możesz pamiętać.”
Coś błysnęło mu w głowie.
Biały pokój.
Szklana ściana.
Głos ojca kłócił się w tle.
Mrugnął.
Obraz zniknął.
Nie.
To było niemożliwe.
Nie pamiętał niczego o tajnym ośrodku.
Potem pojawił się kolejny fragment.
Kobieta w niebieskich rękawiczkach medycznych.
Mały srebrny wisiorek zwisał nad twarzą Avery’ego.
Igła.
Gdzieś w pobliżu płakało dziecko.
Avery cofnął się przed karabinem.
Jego oddech się zmienił.
„Duch?” zapytał Mercer.
Nie odpowiedział.
Głos Vossa złagodniał.
„Miałeś pięć lat, kiedy Everett cię do nas przyprowadził”.
„To nieprawda”.
„Zapytaj go”.
Avery nacisnął mikrofon.
„Tato”.
Głos Everetta był ledwo słyszalny.
„Zapisałem cię na medycynę”.
„Dlaczego?”
„Byłeś chory”.
Jego gniew opadł.
„Jaką chorobę?”
„Miał napady padaczkowe. Lekarze nie potrafili ich wyjaśnić”.
„A Mirror House leczył dzieci?”
„Nie”.
Everett przełknął ślinę.
„Rozpoznawanie wzorców. Pamięć. Poznanie adaptacyjne”.
Mercer wtrącił się.
„Generale, co dokładnie mu zrobili?”
„Nigdy nie znałem pełnego protokołu”.
Avery zamknął oczy.
Voss odpowiedział za niego.
„Nauczyliśmy go widzieć”.
W jego pamięci eksplodowały obrazy.
Karty do gry awersami do dołu.
Cyfry migające na ekranie.
Mężczyzna pytający go, co się zmieniło w pokoju po zgaszeniu światła.
Ciche głosy zza ścian.
Twarze pojawiające się na ułamek sekundy.
Pamiętał, że na każde pytanie odpowiadał poprawnie.
Pamiętał, jak dorośli obserwowali go przez szybę.
I pamiętał mężczyznę klęczącego obok niego.
Młodszego Daniela Vossa.
„Byłeś niezwykły” – powiedział Voss przez radio. „Nadal jesteś”.
Avery wcisnął się z powrotem na siedzenie.
„Porwałeś Ryana, żeby mnie tu przywieźć”.
„Nie”.
Voss spojrzał w stronę wartowni.
„Ryan przyszedł dobrowolnie”.
Avery wpatrywał się w okno.
„Co?”
Głos Ryana powrócił.
„Avery, posłuchaj mnie!”
„Znałeś Vossa?”
„Tak”.
„Jak długo?”
„Osiem miesięcy.”
„I mi nie powiedziałeś?”
„Nie wiedziałem.”
Avery o mało się nie roześmiał.
Rodzina Cole’ów zdawała się być zbudowana na sekretach.
„Co mu zrobiłeś?”
Ryan zawahał się.
„Śledztwo taty.”
Słowa uderzyły mocniej niż ogień z rynny uderzający w grzbiet.
Everett krzyknął: „Ryan!”
„Powiedz mu!”
„Nie na otwartym kanale.”
„Wszystko jest już jasne!”
Głos Ryana był ochrypły od lat skrywanej urazy.
„Okłamywał nas przez całe życie, Avery.”
Voss stał nieruchomo na podwórku.
Avery zdał sobie sprawę, że nie panuje nad tą rozmową.
Podobało mu się to.
To wyróżnienie miało znaczenie.
„Ryan” – powiedział – „skoro przybyłeś tu dobrowolnie, dlaczego cię przetrzymują?”
Kolejna cisza.
Potem Ryan wyszeptał: „Bo zmieniłem zdanie”.
Głowa Vossa lekko obróciła się w stronę aresztu.
Avery zrozumiał.
Ryan został włączony do organizacji Vossa.
Voss go odkrył.
Pojmany zespół nie znalazł obozu przypadkiem.
Ryan ich tam doprowadził.
Misja nie była nieudanym patrolem zwiadowczym.
To była tajna operacja w ramach innej tajnej operacji.
„Ryan znalazł nasze archiwa” – powiedział Voss.
„Jakie archiwa?”
„Dom Luster”.
Głos Mercera stał się ostrzejszy.
„Wciąż masz te akta?”
„Każdy temat. Każda wymiana. Każda operacja”.
Avery zadał oczywiste pytanie.
„Po co je trzymać?”
„Ubezpieczenie”.
Voss spojrzał w stronę grzbietu.