Wyjaśnił, że Geneviève chciała „czystego wypadku”. Twierdził, że Adrien był obecny na spotkaniu w podziemnym garażu. Opowiadał, że mąż zapytał drżącym, ale wyraźnym głosem:
„To musi wyglądać jak upadek, a nie napaść”.
Kiedy dowódca przekazał to oświadczenie Camille, nie zmrużyła oka.
Wpatrywała się w ścianę naprzeciwko, gdzie słońce rzucało blady kwadrat.
Tego dnia straciła nie tylko męża. Straciła wersję siebie, która wciąż szukała usprawiedliwienia dla swoich milczeń.
Adrien próbował do niej napisać.
Pierwszy list dotarł dziewięć dni po jego aresztowaniu.
„Mój Camille, nigdy nie chciałem, żeby to zaszło tak daleko”.
Przekazała go swojemu prawnikowi, nie czytając go do końca.
W drugim liście napisano, że został zmanipulowany.
W trzecim była mowa o miłości.
Czwarta notatka zawierała zdanie, które sprawiło, że Maëlle miała ochotę podrzeć kartkę:
„Wiesz, że moja matka zawsze mnie niszczyła”.
Camille prosiła, żeby nie przekazywać jej już niczego.
Miała jeszcze przed sobą dwie operacje. W nocy ból narastał falami w jej szczęce. Sesje fizjoterapii zaczynały się od drobnych ćwiczeń, po których była cała spocona. Zginanie kolana stawało się walką. Siedzenie przez cztery minuty – zwycięstwo. Jej ciało, które próbowali uciszyć, uczyło się na nowo, jak zajmować przestrzeń.
Maëlle czasami przychodziła w przerwach.
Postawiła filiżankę letniej herbaty na ruchomym stoliku.
„Wiesz” – powiedziała – „w dniu, w którym przyniosła tę poduszkę, miałam złe przeczucie”.
Camille lekko się uśmiechnęła.
„Ja też”.
„Bałaś się?”
Camille spojrzała na swoje chude dłonie.
„Tak. Ale nie tak bardzo, jak w dniu, w którym zdałam sobie sprawę, że Adrien nigdy mnie nie uratuje”.
Maëlle nie odpowiedziała. Po prostu poprawiła koc u stóp, z tą profesjonalną czułością, którą niektórzy nazywają rutyną, bo nie potrafią rozpoznać dobroci, gdy jest cicha.
Proces odbył się 14 miesięcy później.
Camille weszła do sądu w Lyonie z czarną laską, dyskretnym gorsetem pod granatowym płaszczem i cienką blizną na szyi. Dziennikarze czekali na zewnątrz, ale ona nawet na nich nie spojrzała. Nie przyszła relacjonować tragedii. Przyszła odzyskać swoje imię.
Na sali sądowej Geneviève miała na sobie perłowoszary garnitur. Nawet bez biżuterii udało jej się stworzyć wrażenie, że należy jej się wygodniejsze krzesło.
Adrien z kolei schudł. Jego starannie ułożone włosy nie mogły ukryć zapadniętych skroni.
Kiedy Camille usiadła, odwrócił się do niej.
Jego usta wypowiedziały jej imię.
Odwróciła wzrok.
Prokurator przedstawił dowody bez zbędnego rozgłosu.
Przelewy bankowe.
Fałszywe remonty.
Polisa ubezpieczeniowa podpisana 19 dni przed upadkiem.
Analiza pisma ręcznego dowodząca, że podpis Camille został sfałszowany.
Wiadomości między Adrienem a Geneviève, usunięte zbyt późno.
Potem nagranie z sypialni.
Na sali sądowej nikt się nie ruszył.
Widziano, jak Geneviève wchodzi ze swoją skórzaną torbą. Słychać było, jak zamyka drzwi. Widziano, jak sprawdza korytarz. Wtedy jej twarz, pochylona nad Camille, straciła swoją społeczną maskę. Nie była już zmartwioną teściową. Była wściekła, że spieprzył swój występ.
Poduszka została opuszczona.
Jej głos wypełnił salę sądową.