Wszystkie oczy podążały za nią, gdy szła w kierunku przodu samolotu. Zielony sweter, wyczerpanie, anonimowość – wszystko to zniknęło.
Nie była już tylko Marą.
Była kapitanem Daltonem.
I właśnie miała się dowiedzieć, dlaczego lot transatlantycki potrzebuje pilota bojowego.
Drzwi kokpitu się otworzyły i Mara weszła do świata, który zostawiła za sobą.
Kapitan i pierwszy oficer nadal siedzieli na swoich miejscach, ale ich postawa mówiła wszystko, zanim wypowiedział jakiekolwiek słowa. Dłonie kapitana mocno trzymały się sterów. Pierwszy oficer był blady, na czole spływał mu pot. Na panelu migały chaotyczne czerwone i żółte światła ostrzegawcze.
Kapitan obejrzał się.
W jego oczach Mara natychmiast to dostrzegła: ktoś bez wyjścia.
„Jest pan pilotem bojowym?” zapytał.
„Tak jest. Kapitan Mara Dalton, Siły Powietrzne USA. W stanie spoczynku”.
Podeszła bliżej.
„Jaka jest sytuacja?”
Kapitan gwałtownie wypuścił powietrze.
„Straciliśmy częściową kontrolę nad systemami lotu. Autopilot zepsuł się 20 minut temu. Teraz jesteśmy na sterowaniu ręcznym, ale to nie jest najgorsze”.
Wskazał na radar.
Mara poczuła mróz w żyłach.
Kolejny samolot.
Blisko.
Za blisko.
„Jak długo tam jest?” zapytała.
„Piętnaście minut. Brak transpondera. Brak radia. Zeruje naszą prędkość i wysokość. Za każdym razem, gdy korygujemy kurs, on koryguje go razem z nami”.
Mara wpatrywała się w ekran. Pozycja przy prawym skrzydle była agresywna – celowa.
„To nie jest przypadkowe” – powiedziała cicho.
„Nie” – odparł kapitan. „To celowe”.
Pierwszy oficer odezwał się drżącym głosem.
„Nasz system nawigacyjny zaczął odbierać współrzędne, których nie wprowadziliśmy. Ktoś najeżdża na naszą trasę”.
Myśl Mary się wyostrzyła.
„Pokaż mi”.
Na ekranie pojawiła się nowa ścieżka – odciągając ich daleko od kursu, w odległą strefę atlantycką.
„Kto ma dostęp do waszych systemów?” – zapytała.
„Nikt” – odparł kapitan. „A przynajmniej nikt nie powinien”.
Mara odetchnęła raz.
„Włącz kamery zewnętrzne”.
Ekran zamigotał.
Potem pojawił się samolot.
Ciemność. Elegancki. Bez oznaczeń. Bez tożsamości. Zaprojektowany, by zniknąć.
„To nie jest komercyjny lot” – powiedziała. „I nie jest przyjazny”.
Radio nagle ożyło z szumem.
Potem rozległ się głos.
Zimny. Zniekształcony.