„Lot 417, zboczyliście z kursu. Dostosujcie się do nadanych współrzędnych”.
Kapitan wpatrywał się w Marę.
„Rozmawiają z nami”.
Mara wzięła mikrofon.
„To samolot cywilny. Proszę się zidentyfikować”.
Pauza.
Potem…
„Lot 417, proszę zastosować się do poleceń albo poniesiecie konsekwencje”.
Samolot na zewnątrz przeciął im drogę agresywnym przelotem. Samolot zadrżał. Z kabiny za drzwiami dobiegły westchnienia.
„Zmuszają nas” – powiedziała Mara.
„Co mamy zrobić?” – zapytał pierwszy oficer.
Mara analizowała prędkość, wysokość i odległość.
Powróciły dawne instynkty.
„Nie stosujemy się do poleceń”.
Kapitan odwrócił się.
„Czy możesz tym latać?”
„Tak” – powiedziała. „Za pozwoleniem, zajmuję miejsce drugiego pilota”.
„Cokolwiek” – powiedział. „Tylko pomóż nam”.
Mara usiadła. Sterowała. Znajomość powróciła jak pamięć mięśniowa.
„Oni nas testują” – powiedziała. „Każda reakcja im coś mówi”.
Radio znów zatrzeszczało.
„Minuta na zastosowanie się”.
Mara nie odpowiedziała.
Obserwowała radar.
„Następny przelot za 30 sekund” – powiedziała. „Kiedy to nastąpi, ruszamy”.
Kapitan spiął się.
„Nie możemy latać bojowo”.
„Nie możemy” – powiedziała Mara. „Przeżywamy”.
Samolot się zbliżył.
„Teraz”.
Poruszyła sterami.
Samolot zaczął spadać w kontrolowanym zniżaniu. Nagle. Gwałtownie. Kontrolowany chaos.
W kabinie rozległy się krzyki.
Wrogi samolot minął nas.
Mara podciągnęła ich z powrotem.
„To daje nam dwie minuty” – powiedziała.
Kapitan przełknął ślinę.
„Nie uciekniemy im”.
„Wiem” – powiedziała Mara. „Po prostu potrzebujemy uwagi”.
Aktywowała wszystkie sygnały transponderów.
„To zaalarmuje wszystkich obserwujących” – powiedziała kapitan.
„Dobrze” – odpowiedziała.
Wtedy odezwał się interkom.