„Kokpit, tu Julia”.
„Mamy dwóch pasażerów, którzy zachowują się podejrzanie. Próbują dostać się do przedziałów serwisowych”.
Wyraz twarzy Mary stwardniał.
„To jest skoordynowane” – powiedziała. „W środku i na zewnątrz”.
„Ale dlaczego?” – zapytał kapitan.
Mara spojrzała na zmienioną trasę lotu.
„Albo chcą samolotu” – powiedziała – „albo kogoś na pokładzie”.
Uświadomiła sobie.
Albo ją.
Wrogi samolot znów się pojawił – tym razem bliżej. Turbulencje wstrząsnęły kabiną.
„Nasilają się” – powiedziała Mara.
W kabinie rozpanoszył się chaos. Dwóch pasażerów stało. Jeden z nich pokazał broń.
„Zachowajcie spokój” – powiedział. „Zmieniamy kurs”.
Potem wstał mężczyzna w garniturze.
„Nie sądzę” – powiedział.
Zaatakował uzbrojonego mężczyznę. Broń mu się wyślizgnęła.
Inny pasażer – emerytowany oficer – powstrzymał drugiego napastnika.
W ciągu kilku sekund obaj zostali uratowani.
ained.
Mara usłyszała to w kokpicie.
„Mają ich” – powiedział kapitan.
Ale samolot na zewnątrz pozostał.
Radio wróciło.
Tym razem wyraźnie.
„Kapitanie Dalton. Wiem, że tam jesteś.”
Mara na chwilę zamknęła oczy.
„Znam ten głos” – powiedziała.
„Victor Klov.”
Jej przeszłość.
Misja. Strata. Wojna, która nigdy się nie skończyła.
Kapitan wpatrywał się w nią.
„To sprawa osobista.”
„Tak” – powiedziała Mara. – „I on mnie ściga.”
Podniosła radio.
„Victor. Ci ludzie nie są częścią tego.”
Zaśmiał się.
„Jestem tu, żeby coś udowodnić.”
Mara odetchnęła.
„Wymusi lądowanie” – powiedziała.
Odwróciła się do załogi.
„Za trzy minuty nadejdzie pomoc”.
Zmieniła sygnaturę nadawczą samolotu.
„To zaalarmuje wszystkich” – powiedział kapitan.
„O to chodzi”.
Potem…
„Kokpit” – powiedziała Julia. „Dwóch pasażerów zagraża załodze”.
Ton Mary stał się ostrzejszy.
„Powstrzymajcie ich. Natychmiast”.
Spojrzała na kapitana.
„To jest zorganizowane”.