Wrogi samolot powrócił.
Mocniej. Bliżej.
„To już koniec” – powiedziała.
Podeszła do sterów.
W ostatniej chwili wyłączyła ciąg i wylądowała.
Samolot spadł.
Wrogi odrzutowiec minął samolot.
Cisza na pół sekundy.
Potem Mara gwałtownie zahamowała.
Teraz za nimi.
Trzy sekundy kontroli.
Radio zatrzeszczało.
„Niemożliwe” – powiedział Victor.
„Zapomniałeś, z kim masz do czynienia” – odpowiedziała Mara.
Potem…
Pojawiły się myśliwce.
Samoloty przechwytujące.
Victor oderwał się.
Zniknął w chmurach.
Rozległ się nowy głos.
„Tu Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych. Jesteście już bezpieczni”.
Kapitan odetchnął.
„Uratowaliście nas”.
Mara nie odpowiedziała.
Spojrzała na samoloty eskortujące.
I wiedziała, że jeszcze nie skończyła z tym życiem.
CZĘŚĆ 3
Trzy godziny później lot 417 wylądował na Heathrow.
Pojazdy ratunkowe ustawiły się wzdłuż pasa startowego.
Ochrona otoczyła samolot.
Dwóch napastników natychmiast aresztowano.
Pasażerowie w środku patrzyli na Marę inaczej.
Nie jak na pasażerkę.
Jak na powód, dla którego żyli.
Niektórzy ściskali jej dłoń. Niektórzy płakali. Niektórzy wielokrotnie jej dziękowali.
Matka uniosła swoje dziecko.
„Dałeś jej przyszłość” – powiedziała.
Mężczyzna z 8B odparł: „Jesteś bohaterem”.
Mara nie odczuwała w tym nic z heroizmu.
Tylko wyczerpanie.
I nieuchronność.
W cichym kącie terminala wykonała telefon.
Odebrał jej były dowódca.
„Wszystko w porządku?”
„Nic mi nie jest” – powiedziała.
„Ale on wie, że żyję”.
Pauza.
„Wróci”.
„Czego chcesz?” – zapytał głos.
Mara spojrzała na swoje odbicie.
Zwyczajna. Zmęczona. Wciąż sobą.
„Skończyłam uciekać” – powiedziała.
„Próbowałam zniknąć. Ale nie mogę”.
Oddech.
„A może nie powinnam”.
„Wracasz?” – zapytał dowódca.
Pomyślała o pasażerach.
„Tak”.
Sześć miesięcy później wróciła do służby.
Nie do walki.
Ochrony.
Eskorty. Reagowania. Życia bronione zamiast odbieranego.
Czasami przypominała sobie miejsce 8A.
Sen, którego pragnęła.
Życie, które próbowała wybrać.
Ale pamiętała też, co się stało, gdy usłyszała wezwanie.
I kim się stała, gdy na nie odpowiedziała.