Ricardo uśmiechnął się.
Camila nachyliła się do niego i szepnęła coś, co go rozbawiło.
Następnie prowadzący kontynuował:
„Zanim oficjalnie wręczymy dzisiejsze nagrody, mamy zaszczyt powitać Prezesa Grupy Albuquerque”.
Ricardo pierwszy zaklaskał.
Nie wiedział.
Nigdy nie pytał.
Przeżył siedem lat z kobietą i nie przypuszczał, że jej pełne imię i nazwisko powstrzyma go podczas pierwszej rozmowy kwalifikacyjnej.
„Proszę powitać panią Helenę Albuquerque”.
Uśmiech Ricarda zagościł na jego twarzy o sekundę za długo.
Wtedy otworzyły się złocone drzwi wielkiego salonu.
Weszła Helena.
Światło żyrandoli padało na jej suknię haute couture, diamenty na jej szyi, jej spokojną, niemal nieruchomą twarz.
Goście odwrócili się.
Szmery ucichły.
Camila puściła rękę Ricarda tak szybko, że jej bransoletka zaczepiła się o jego szklankę.
Ricardo z kolei zdawał się nie rozumieć, co pokazywały mu jego oczy.
Rozpoznał swoją żonę.
Potem rozpoznał imię.
Potem rozpoznał moc.
Jego twarz zmieniła się na oczach wszystkich.
Blask odpłynął z jego policzków, uśmiech zniknął, a w jego spojrzeniu niedowierzanie ustąpiło miejsca panice w niecałe trzy sekundy.
Helena szła po centralnym dywanie.
Każdy krok był przemyślany.
Nie próbowała oczarować sali.
Nie musiała zdobywać miejsca, które i tak należało do niej.
Kiedy weszła na scenę, konferansjer instynktownie się cofnął.
Helena wzięła mikrofon.
Spojrzała na publiczność, a potem na Ricarda.
„Dobry wieczór”.
Jedno słowo wystarczyło, by dać do zrozumienia, że wieczór nie przebiega już zgodnie z planem.
Ricardo spróbował się uśmiechnąć.