„Myślisz, że jesteś księżniczką, bo twoja matka była faworytką?” Beatrice często na nią krzyczała, rzucając jej w twarz brudnymi szmatami. „Tutaj, zarobisz na własny dach!”
Mając zaledwie osiem lat, Camille czyściła ogromne okna wykuszowe, szorowała trzy łazienki, nosiła ciężkie wiadra z wodą i przygotowywała posiłki. Codziennie padały obelgi, którym towarzyszyły policzki, zostawiające ślady po obrączkach ciotki na zapadniętych policzkach. Dziewczynka znosiła to wszystko w milczeniu. W nocy, zwinięta pod cienkim, przetartym kocem, wpatrywała się w sufit i szeptała przez łzy: „Mamo… dlaczego mnie tu zostawiłaś? Tak bardzo za tobą tęsknię”.
W szkole Camille była błyskotliwa, ale przerażona. Jej nauczycielka, Madame Dupont, zauważyła jej posiniaczone ramiona i próbowała ją pocieszyć, ale dziewczynka nie śmiała nic powiedzieć, przerażona groźbami Béatrice, że jeśli się odezwie, wyśle ją do sierocińca.
W końcu, w mroźny sobotni poranek w listopadzie, stało się coś nieodwracalnego.
Zadaniem Camille było pilnowanie ryżu gotującego się na kuchence, podczas gdy ona prasowała koszule Juliena w sąsiednim pokoju. Wyczerpana brakiem snu, straciła czujność na minutę za długo. Zapach spalenizny wypełnił kuchnię. Kiedy pobiegła do pieca, Béatrice, która właśnie weszła, miała już w oczach demoniczną furię.
„Ty bezużyteczny mały pasożytze! Wiesz, ile kosztuje jedzenie w tym domu?” krzyknęła kobieta, zbliżając się groźnie. „Przepraszam, ciociu… to nie było celowe, prasowałam koszulę i…”
Camille nie zdążyła dokończyć zdania. Ciocia Beatrice nagle chwyciła ciężki garnek z wrzątkiem i z niewiarygodną siłą rzuciła go prosto w twarz dziewczynki.