Nazywała go dziadkiem, ponieważ dzieci czasami utrzymują więzi, które dorośli bardzo zrywają.
„Tak”.
Milczała.
Potem zapytała:
„Dlaczego nigdy nie przyszedł?”
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
Więc tego wieczoru, kiedy sklep był już zamknięty, przeczytałam osobisty list.
„Anaïs,
Przyszłam do twojego sklepu co najmniej sto razy. Za pierwszym razem miałaś na sobie za duży fartuch i mąkę na policzku. Manon spała na dwóch krzesłach w zapleczu. Zostałam na zewnątrz, bo się wstydziłam”.
Już płakałam.
„Myślałam, że kiedyś wpadnę. Zamówię kawę. Po prostu powiem: to ja. Ale za każdym razem widziałam, że radzisz sobie beze mnie i myślałam, że moja prawda może otworzyć ranę, którą sama wyleczysz”.
Przyłożyłam list do piersi.
„Nie broniłem twojej godności, kiedy to było ważne. Więc starałem się bronić twojej przyszłości. To nie to samo. Wiem. Ale to wszystko, co potrafiłem zrobić rękami mojego starego mechanika i moim nieokrzesanym sercem”.
Czytałem resztę wolniej.
„Nie dziękuj mi po imieniu w obecności rodziny. Obrócą mój gest w skandal. Po prostu utrzymaj swój sklep. Każdy sprzedany bochenek chleba, każda gorąca kawa, każdy zeszyt szkolny, za który Manon płaci twoją pracą, to odpowiedź dla mojego syna”.
Ostatnie zdanie mnie rozbiło.
„A jeśli Manon kiedykolwiek zapyta, dlaczego nie przyszedłem jej pocałować, powiedz jej, że jej dziadek był tchórzem, który kochał ją z daleka. Dzieci zasługują na prawdę, ale zasługują też na to, by wiedzieć, że tchórze czasami potrafią zrobić coś tuż przed śmiercią”.
Siedziałem długo w ciemnym sklepie.
Następnego dnia przyszedł Romain.
Jego oczy były zaczerwienione, a w nim czaił się gniew kogoś, kto przychodzi domagać się czegoś pod pretekstem cierpienia.
„Musisz odmówić Manon pieniędzy”.
Myślałem, że się przesłyszałem.
„Słucham?”
„To kwestia szacunku. Tata nie myślał trzeźwo. Mama chce się sprzeciwić”.
„Sprzeciwić się czemu? Faktowi, że pomógł dziecku, które wyrzuciłeś?”
Zacisnął pięści.
„Zamierzasz nastawić moją córkę przeciwko mnie”.
„Nie. Sam to zrobiłeś tej nocy, kiedy rzuciłeś jej buty w przedpokoju”.
Rozejrzał się.
Stoły.
Ladę.
Witrynę.
Małą tablicę, na której Manon napisała menu na dziś.
„To wszystko jego wina”.
„Nie, Romain. To wszystko wbrew tobie”.
Zamarł.
„Myślisz, że wygrałeś?”
Położyłem kluczyk do DS-a na blacie.
„Myślę, że twój ojciec zrozumiał za późno, czego ty nadal nie rozumiesz”.
„Co?”