
Właściciel sklepu | Źródło: Midjourney
Właściciel sklepu | Źródło: Midjourney
„Co tu się, u licha, dzieje?” Jego głos był głęboki i władczy, gdy rozglądał się po sklepie, a jego wzrok w końcu spoczął na mnie. Potem jego wzrok przesunął się na Marthę, która patrzyła na mnie z tym samym okrutnym uśmiechem.
Uśmiech Marthy zniknął, gdy spojrzała na mężczyznę. „Och, proszę pana.”
„Panie Taylor, nie zdawałam sobie sprawy, że pan tu jest” – wyjąkała, a jej pewność siebie nagle zniknęła.
Pan Taylor zmarszczył brwi. „Słyszałam podnoszące się głosy”. „Co się dzieje?”

Pan Taylor marszczy brwi | Źródło: Midjourney
Pan Taylor marszczy brwi | Źródło: Midjourney
Martha zbladła, gdy uświadomiła sobie powagę sytuacji. Otworzyła usta, próbując wyjaśnić, ale nie wydobyła z siebie ani słowa.