To było wszystko. Koniec z myśleniem.
Podniosłem łyżkę.
Na początku się wahała. Potem mi pozwoliła.
Tylko dla przykładu
Przez następne dwadzieścia minut karmiłem ją powoli, kęs po kęsie, uważając, żeby się nie spieszyć. Mówiła, a ja pomagałem jej jeść.
Opowiedziała mi o swoim mężu, Franku – jej głos był kruchy, ale pełen miłości. O tym, jak co roku zamawiał dla nich obojga ten sam posiłek.
„Zawsze mówił, że za dużo gadam” – powiedziała z lekkim śmiechem. „Ale ani razu nie kazał mi przestać”.
Uśmiechnąłem się, delikatnie wycierając jej brodę serwetką. Mój telefon wciąż wibrował na stole. Zignorowałem go. Czas uciekał, a ja już go nie sprawdziłem.
Hałas w kawiarni ucichł. Byliśmy tylko my dwoje i jej opowieści.
W pewnym momencie poczułem to – to ciche poczucie bycia obserwowanym.
Podniosłem wzrok.
Mężczyzna w idealnie skrojonym garniturze siedział przy ladzie, obserwując mnie w milczeniu, bez wyrazu, jakby coś studiował. Nasze oczy spotkały się na chwilę. Nie odwrócił wzroku. Spuściłem wzrok, zaniepokojony, ale nie chcący przestać.
Kiedy jej miska w końcu była pusta, cicho odetchnęła, rozluźniając ramiona. Sięgnęła po moją dłoń i ścisnęła ją.
„Dziękuję” – powiedziała.
Jej uśmiech był promienny, zmieniając jej twarz niczym słońce po burzy.
Odwzajemniłem uśmiech, wróciłem do stolika i chwyciłem telefon.
Wtedy właśnie wstał mężczyzna przy ladzie.
Dostrzegłem go kątem oka. Przeszedł obok mojego stolika bez słowa, kładąc coś obok mnie – złożoną serwetkę – i odszedł.
Zmarszczyłem brwi, wpatrując się w nią. Wtedy przypomniałem sobie o telefonie. Nieodebrane połączenia. Wiadomości ułożone jedna na drugiej.
Sprawdziłem godzinę.
Spóźniłem się dwadzieścia minut.
„Czekaj… nie…” mruknęłam, oddzwaniając do Toma, gwałtownie wstając.
Zadzwonił dwa razy, zanim odebrał.
„Helen” – powiedział Tom sztywno. „Próbowaliśmy się z tobą skontaktować”.
„Wiem, bardzo mi przykro. Coś się stało. Mogę to wyjaśnić. Już jadę…”
„Za późno. Już przeszliśmy do następnego kandydata”.
Ściskało mnie w żołądku.
„Potrzebuję tylko dziesięciu minut” – błagałam. „Proszę. Jeszcze dam radę!”
Pauza.
„Potrzebowaliśmy niezawodnej osoby do tej roli. Przepraszam”.
Połączenie się urwało.
W ten sposób moja największa szansa przepadła.
Powoli wróciłam do stolika. Starsza kobieta zniknęła. Nawet nie zauważyłam, kiedy wyszła.
Podniosłam serwetkę, którą zostawił mężczyzna i rozłożyłam ją.
Zaczęły mi się trząść ręce.
„Nie powinnaś była jej pomagać. Teraz musisz się ze mną spotkać. Jutro. Tutaj. O 6 rano”.
Przeczytałam to dwa razy. Nie brzmiało to jak wdzięczność. Brzmiało… dziwnie.
Sposób, w jaki mnie obserwował.
Starannie złożyłam serwetkę i wsunęłam ją do kieszeni.
Tej nocy nie mogłam spać. Przez głowę przelatywały mi najgorsze scenariusze. Kim on był? Czego chciał? Dlaczego czułam, że moje życie obrało kierunek, którego nie rozumiałam?
O 4:45 zrezygnowałam z prób odpoczynku. Wykąpałam się, ubrałam, wzięłam torbę i wyszłam.
O 5:45 byłam w kawiarni.
Dokładnie o 6:00 rano wszedł mężczyzna w innym garniturze, ale z tym samym poważnym wyrazem twarzy. Natychmiast mnie zauważył i podszedł.
„Cieszę się, że przyszłaś” – powiedział spokojnie, odsuwając krzesło naprzeciwko mnie.
„Prawie nie. Ta notatka nie wydawała się zbyt… przyjazna”.
Zamilkł, marszcząc brwi, kiedy oddawałem jej notatkę.
„Aaa… teraz widzę. Nazywam się Clarence”.
Przedstawiłem się.