„Oczywiście, że nie”.
Jej twarz się spiąła.
„Co masz na myśli?”
Dałam znak menedżerowi.
Ekran znów się zmienił.
Pojawiły się e-maile.
Wiadomości.
Zaplanowane spotkania.
Przelewy między firmami-słupami.
A w tym wszystkim nazwisko Claire Sullivan.
Od miesięcy Claire potajemnie kontaktowała się z doradcami kredytowymi, próbując włączyć swoją rodzinę do struktury sponsorów projektu East Harbor. Nie jako drobny beneficjent. Jako pośredni partner.
Nie przyszła na przyjęcie z miłości.
Przyszła, ponieważ Ethan był jej ostatnim ogniwem łączącym mnie z pieniędzmi, które kontrolowałam.
W całej sali rozległ się głośny szmer.
Claire pokręciła głową.
„To wyrwane z kontekstu”.
„To wyjaśnij” – powiedziałem.
Otworzyła usta, ale nie wydobyła z siebie ani słowa.
Ethan spojrzał na nią zdezorientowany.
„Claire, o co chodzi?”
Jej oczy znów napełniły się łzami.
„Ethan, chciałam nas tylko chronić. Twoja matka powiedziała, że jeśli publicznie zerwiesz zaręczyny, Isabella będzie zbyt upokorzona, żeby się bronić. Że zgodzą się wypłacić jej odszkodowanie i wszystko wróci do normy w biznesie”.
Wszystkie oczy zwróciły się na Margaret.
Po raz pierwszy zazwyczaj idealna pani Ford straciła opanowanie.
„Zamknij się!”
Ale było za późno.
Ethan spojrzał na nią powoli.
„Mamo?”
Margarita próbowała się uspokoić.
„Zrobiłam to dla rodziny. Cierpiałaś. Claire cię kocha. Isabella nigdy do nas nie pasowała”.
To zdanie było tak okrutne, że, o dziwo, przestało boleć.
Bo w końcu wszyscy usłyszeli to, co przez lata mówili mi tylko za zamkniętymi drzwiami.
Nie pasowałam.
Nie byłam z ich świata.
Nie byłam wystarczająco dobra, żeby mnie kochano.
Wystarczało mi tylko na spłatę jej długów.
Ethan westchnął.
„Mamo, mówiłaś mi, że wsparcie finansowe jest zagwarantowane, nawet jeśli zaręczyny się skończą”.
„I byłoby” – powiedziała Margaret, patrząc na mnie gniewnie – „gdyby miała choć odrobinę przyzwoitości”.
To była ostatnia maska, która opadła.
Sala przestała postrzegać ją jako elegancką matkę broniącą syna.
Zobaczyli ją taką, jaka była: kobietą, która spiskowała, by publicznie upokorzyć inną kobietę i nadal zatrzymać jej pieniądze.
Wszedłem na scenę.
Moja biała sukienka musnęła usłaną płatkami podłogę.
Znowu wziąłem mikrofon.
„Chcę coś wyjaśnić. Nie wycofałam gwarancji, bo Ethan mnie nie kocha. Nikt nie ma obowiązku kochać nikogo”.
Spojrzałam na Ethana.
Przez chwilę na jego twarzy malował się wstyd.
„Wycofałam je, bo próbowali wykorzystać moją godność jako kartę przetargową”. Bo myśleli, że jeśli mnie złamią na oczach wszystkich, będę zbyt zawstydzona, żeby się bronić. Bo wzięli moje milczenie za słabość.
Claire zaczęła płakać naprawdę.
Nie z miłości.
Ze strachu.
Samuel Grant podszedł do Ethana z dokumentami.
„Potrzebujemy twojego podpisu przy odbiorze”.
Ethan nie wziął długopisu.
Spojrzał na mnie.
„Isabello… czy jest jakiś sposób, żeby to naprawić?”
Pytanie było tak absurdalne, że prawie mi go żal.
„Dziesięć minut temu mówiłeś, że nie możesz poślubić kobiety, której nie kochasz. Teraz chcesz negocjować?”
„Nie mówię o zobowiązaniu”.
„Wiem. Dlatego odpowiedź brzmi: nie”.
Jego twarz się skrzywiła.
„Jeśli East Harbor upadnie, ucierpią tysiące pracowników”.
„Więc powinieneś był o nich pomyśleć, zanim zamieniłeś decyzję biznesową w romantyczny spektakl”.
Margareta zrobiła krok w moją stronę.
„Jesteś okrutny”.