Cienka szara taśma klejąca mocno przytrzymywała jego drobne ciałko przy pniu starej sosny. Jego łapy drżały z zimna i strachu, a futro było całkowicie przemoczone od wieczornego deszczu. Szczeniak był wciąż bardzo malutki – miał nie więcej niż dwa miesiące. Biały, z rudawymi plamami na uszach i ogromnymi, przerażonymi oczami.
Las był zupełnie pusty.
Tylko wiatr poruszał gałęziami drzew, a gdzieś w oddali krakały wrony.
Za każdym razem, gdy szczeniak słyszał trzask gałęzi, zaczynał skomleć jeszcze głośniej. Czekał, aż ktoś po niego wróci. Na osobę, która go tu zostawiła, by zmieniła zdanie.
Ale nikt nie przyszedł.
Minęły godziny.
Taśma klejąca boleśnie wcinała się w jego futro i skórę. Szczeniak próbował się uwolnić, wijąc się i skomląc, ale tylko bardziej się zaplątał. Powoli osunął się na ziemię z wyczerpania, ciężko dysząc i drżąc na całym ciele.
Nagle, gdzieś w pobliżu, usłyszał warkot motocykla.
Stary, zielony SUV jechał powoli leśną drogą. Za kierownicą siedział Nikołaj, leśnik, który wracał do domu z wieczornego spaceru. Już prawie skręcił w stronę wioski, gdy nagle usłyszał cichy, rozpaczliwy gwizd.
Mężczyzna zmarszczył brwi.
— Co to, do cholery, mogło być?..
Wyłączył silnik i zaczął nasłuchiwać.
Kolejne jęknięcie.
Słabe. Prawie bezsilne.
Nikołaj wziął latarkę i skierował się w stronę dźwięku, pośród wilgotnych krzaków. Im bliżej był, tym ciszej robił się dzieciak — jakby zaczynał tracić nadzieję, że ktokolwiek mu pomoże.
Światło lampy prześlizgnęło się między drzewami… i nagle zgasło.
— O mój Boże…
Szczeniak nawet nie podniósł głowy. Tylko lekko się trząsł.
Nikołaj przykucnął obok niego i wpatrywał się w niego przez kilka sekund, nie chcąc uwierzyć własnym oczom.
— Kto ci to zrobił, kochanie?
Ostrożnie dotknął taśmy klejącej. Była owinięta kilkoma warstwami tak ciasno, że skóra pod spodem była już czerwona. Mężczyzna szybko wyjął nóż i zaczął ostrożnie odcinać paski kleju.
Szczeniak cicho zaskomlał i zamknął oczy.
— Spokojnie, spokojnie… Już po wszystkim. Wszystko jest już dobrze.
Kiedy ostatni kawałek taśmy spadł na ziemię, maluch spróbował zrobić krok — ale natychmiast wpadł w błoto. Jego łapki były kompletnie zdrętwiałe.
Mikołaj zdjął płaszcz, ostrożnie owinął nim szczeniaka i przytulił go do siebie.
I wtedy stało się coś, czego zupełnie się nie spodziewał.