Następnego dnia Socorro i Brenda przybyli do szpitala, udając łzy. Socorro trzymała różaniec w palcach. Brenda zakryła usta, mówiąc:
„Mój biedny mały chłopiec”.
Weszli do pokoju jak zmartwiona rodzina.
Wtedy Emiliano po raz pierwszy otworzył oczy.
Jego oddech stał się nierówny. Uniósł drżącą rączkę i wskazał prosto na nich.
Monitor zaczął piszczeć.
Jego popękane usta poruszyły się.
„Potwór” – wyszeptał.
Socorro cofnęła się, jakby została uderzona. Brenda upuściła torbę.
Za nimi agent Sosa wyciągnął z torby ukrytą kamerę i powiedział:
„Już wiemy, co się stało w tej szopie”.
Ale Emiliano znów poruszył ustami, a następne słowo zmroziło wszystkich.
Nikt nie mógł uwierzyć w to, co miało się wydarzyć…
CZĘŚĆ 2
„Nie… to nie oni” – wyszeptał Emiliano.
W pokoju zapadła cisza.
Agent Sosa lekko opuścił kamerę. Lucía pochyliła się nad łóżkiem, czując, jak serce pęka jej w żebrach.
„Kochanie, co masz na myśli?”
Emiliano sapnął. Jego przerażone oczy przesunęły się po Socorro i Brendzie, zanim spoczęły na szklanych drzwiach.
„Ten mężczyzna” – powiedział.
Monitor ponownie głośno zapiszczał.
Agent Sosa natychmiast się odwrócił. Na korytarzu, za biurkiem pielęgniarki,
Mężczyzna w ciemnej kurtce obserwował scenę. Nie był lekarzem. Nie był krewnym. Nie był policjantem.
Kiedy zdał sobie sprawę, że został zauważony, szybko ruszył w stronę schodów.
„Zatrzymajcie go!” krzyknął Sosa.
Policjant pobiegł za nim. Pielęgniarki się rozstąpiły. Brenda wpadła na ścianę, a Socorro chwyciła się za pierś.
Przez chwilę Lucía dostrzegła coś na ich twarzach.
To nie było zaskoczenie.
To było rozpoznanie.
„Boże” – mruknął Socorro. „On wrócił”.
Lucía odwróciła się do niej.
„Kto wrócił?”
Brenda zbladła.
„Mamo, bądź cicho”.
„Kim jest ten mężczyzna?” krzyknęła Lucía.
Socorro drżała tak bardzo, że jej różaniec spadł na podłogę.
„Nazywa się Julián Baeza”.
Nazwisko nic nie mówiło Lucíi, ale funkcjonariuszowi Sosie już tak. Jego wyraz twarzy się zmienił.
„Julián Baeza?” zapytał. „Podejrzany, który zginął w pożarze w 2014 roku?”
Brenda opadła na krzesło.
Lucii zrobiło się niedobrze.
„O czym ty mówisz?”
Sosa spojrzała na Emiliano, a potem na nią.
„Julián Baeza był powiązany ze zniknięciem 4-letniego chłopca w dzielnicy Portales. W tej sprawie przesłuchiwano jego matkę”.
„Moją matkę?”
Socorro zamknęła oczy.
Powrócił zdyszany funkcjonariusz.
„Uciekł schodami dla służby. Ochrona zgubiła go w pobliżu izby przyjęć”.
Emiliano jęknął. Lucía wzięła go za rękę.
„Jestem tutaj, kochanie. Mamusia jest tutaj”.
Chłopiec ścisnął palce.
„Szopa” – wyszeptał. „Drzwi pod podłogą”.
Funkcjonariusz Sosa wyprostował się.
Brenda podskoczyła.
„Jest na lekach, nie wie, co mówi”.
Emiliano wzdrygnął się na dźwięk jej głosu.
Luía nie potrzebowała więcej dowodów.
„Sprawdźcie szopę” – powiedziała.
Sosa skinęła głową do funkcjonariusza.
„Zdobądźcie nakaz. Powiadomcie prokuraturę. Pod tą konstrukcją może być ukryty schowek”.
Socorro upadła na kolana.
„Nie, proszę. Nie tam”.
„Dlaczego?” – zapytała Sosa.