— Bo kupiłem. Za własne pieniądze. Za pieniądze mojego ojca. Na kogo miałem to zarejestrować?
Galina Siergiejewna zbladła, potem zarumieniła się i znowu zbladła.
— Ty… ty nas oszukiwałeś?
— Nie. Po prostu nie widziałem sensu w omawianiu kwestii finansów osobistych.
Piotr Iwanowicz zmarszczył brwi.
– Artem, wiedziałeś?
„No cóż… tak…” wyjąkał mąż.
“I zadowoliłaś się NICZYM?” – ryknęła teściowa.
Julia nie mogła już tego znieść i powiedziała chłodno:
„Czemu tak się martwisz, że nic mu nie wyjdzie z rozwodu? Przecież jeszcze nie planowaliśmy dzieci”.
„Bo wszystko może się zdarzyć!” – krzyknęła Galina Siergiejewna. „Syna trzeba chronić!”
„Od kogo?” Julia zmrużyła oczy. „Ode mnie?”
Teściowa odwróciła wzrok.
Minutę później teściowie odwrócili się i wyszli. Nie pożegnali się. Drzwi zatrzasnęły się z hukiem.
Artem powoli odwrócił się w stronę Julii. Spojrzała na niego, widząc w jego twarzy nie męża, ale dorosłe dziecko, które zawsze będzie posłuszne matce.
„Dlaczego nie powiedziałeś prawdy?” zapytała cicho.
„Wstydziłem się” – wyszeptał.
— Czego się wstydzę? Tego, że zarabiam więcej?
Pozostał milczący.
Potem wszystko się zawaliło.
Moja teściowa zaczęła na każdym spotkaniu robić sarkastyczne uwagi.
„No i jak tam twoje dochody, Julenko? Biedny Artem jest pod twoją kontrolą, co?”
Julia starała się zachować spokój, ale za każdym razem wychodziła z drżącymi rękami.
Artem też się zmienił.
— Może zarejestrujemy mieszkanie na nasze nazwisko? A może połowę na moje?
– Dlaczego?
— Bo jesteśmy rodziną!
„Rodzina to wsparcie. Nie próba odebrania komuś własności, Artemie”.
Wybuchł:
– Jesteś chciwy! Nie ufasz mi w niczym!
Julia spojrzała na niego i zrozumiała, że nie ma tu nic, czemu można by ufać.
„Chcę rozwodu” – powiedziała spokojnie.
Zbladł.