Za dużo.
On…
Wyjaśnił, że Camille była „tylko przedłużającą się pomyłką”, że Inès była niewinna, że on się zgubił, że człowiek może kochać dwa życia, nie chcąc nikogo skrzywdzić.
Nagrałem go.
Każde zdanie.
Każde przyznanie się.
Każde usprawiedliwienie.
Potem poprosiłem o spotkanie z Camille.
Odmówił.
„To nic nie da”.
„Jeśli chcesz, żebym podpisał cokolwiek u notariusza, muszę to usłyszeć od niej”.
Uwierzył w to kłamstwo.
Spotkanie odbyło się w kawiarni niedaleko dworca Part-Dieu.
Camille przyszła w beżowym płaszczu, z włosami związanymi z tyłu i bez wyrazu na twarzy. Nie wyglądała jak potwór.
Było prawie gorzej.
Wyglądała jak kobieta, która zbyt długo czekała na niewłaściwą osobę.
„Przepraszam”, powiedziała, zanim jeszcze usiadła.
Spojrzałem na nią.
„Od ośmiu lat?”
Spuściła wzrok.
„Julien powiedział mi, że wasze małżeństwo rozpadło się dawno temu”.
Poczułam, jak mój gniew się zmienia.
„Skończyło?”
„Powiedział, że jesteście razem tylko dla pozorów. Że już go nie kochasz. Że odmówiłaś rozwodu, bo mieszkanie jest na twoje nazwisko”.
Zaśmiałam się cicho.
Pusty śmiech.
„Powiedział ci, że poroniłam?”
Uniosła głowę.
Posmutniała.
„Nie”.
„Powiedział ci, że imię Inès pochodzi ode mnie?”
Jej usta drżały.
„Powiedział mi, że to imię jego babci”.
Zamknęłam oczy.
Nawet jego druga żona żyła w kłamstwie.
Camille wyjęła z torebki paczkę chusteczek.
„Nie wiedziałam o tych pieniądzach. Powiedział, że płaci z premii. Nie wiedziałam, że korzysta z twojego spadku”.
Uwierzyłem jej.
Nie do końca.
Ale na tyle, by zrozumieć, że Julien nie zdradził tylko jednej żony.
Zbudował dwa więzienia.
Jedno dla mnie, pełne wspomnień.
Drugie dla niej, pełne obietnic.
„Masz córkę” – powiedziałem.
Skinęła głową.
„Tak.”
„O nic nie prosiła.”
Camille zaczęła płakać.
„Wiem.”
Nie płakałem razem z nią.
Jeszcze nie.
Podałem jej kopię dokumentów.
„Chciał, żebym sprzedał dom, żeby sfinansować twoje życie w Annecy. Planował, że w przyszłym tygodniu podpiszę umowę.”
Camille czytała.
Jej ręce zaczęły drżeć.
„Powiedział mi, że się zgodziłeś.”
„Oczywiście.”
Wymamrotała:
„Jestem taka głupia.”
„Nie” – odpowiedziałem. „Wybrał cię mężczyzna, który doskonale wiedział, co powiedzieć kobiecie, która na ciebie czekała”.
Milczeliśmy.
Dwie kobiety, spętane tym samym kłamstwem, siedziały naprzeciwko siebie w kawiarni pełnej spieszących się podróżnych.
Wtedy Camille zapytała:
„Co zamierzasz zrobić?”
Spojrzałem na nią.
„Czegoś, czego nigdy by sobie nie wyobrażał”.
W następną sobotę Julien zorganizował rodzinny lunch, „żeby porozmawiać o naszej przyszłości”.
Chciał wszystkich zmiękczyć przed spotkaniem z notariuszem. Była tam jego matka, brat, dwóch kuzynów i kilku bliskich przyjaciół.
Przygotował przemówienie.
Pozwoliłem mu zacząć.
„Ostatnio dużo o tym myśleliśmy z Claire…”
Wziął mnie za rękę.
Pozostawiłem ją w jego dłoni.
„Postanowiliśmy zmienić zdanie i zbudować coś nowego”.
Jego matka się uśmiechnęła.
„To piękne, mój synu”.
Julien kontynuował:
„Dom w Pérouges jest pełen wspomnień, ale czasem trzeba iść dalej”.
Wstałam.
„Masz rację”.
Spojrzał na mnie zaskoczony, ale z ulgą.
„Claire…”
„Musisz iść dalej. Ale najpierw musisz umieć mówić prawdę”.
Podłączyłam komputer do telewizora w salonie.
Julien zrozumiał za późno.
Pojawił się pierwszy obraz.
Zdjęcie z Annecy, z małą dziewczynką na ramionach.
Cisza.
Jego matka zakryła usta dłonią.
Drugi obraz: umowa najmu Camille.
Trzeci: przelewy bankowe.
Czwarty: mój sfałszowany podpis.
Potem wiadomości.
Nie wszystkie.
Właśnie tyle.
Wystarczająco, żeby nikt nie mógł powiedzieć, że to nieporozumienie.
Julien krzyknął:
„Wyłącz to!”
Odwróciłam się do niego.
„Dlaczego? Chciałeś porozmawiać o naszej przyszłości”.
Rzucił się w stronę telewizora, ale brat go powstrzymał.
„Julien, co to jest?”