Popatrzył na mnie przez chwilę.
– Coś, o co normalnie bym nie prosił przy takim zestawie objawów.
Próbowałem zapytać, ale on już szedł do drzwi.
– Doktorze…
Zatrzymał się.
– Proszę pana Jedno. Na razie nie rozmawiaj o tym z teściową.
Ścisnął mi się żołądek.
– Dlaczego?
– Bo jeśli Máté mówi prawdę, ważne, żeby nikt nie wiedział, czego dokładnie szukamy.
Tego dnia Ilona wyszła ze szpitala wściekła.
– To niedorzeczne! – powiedziała. – Znowu torturujesz to biedne dziecko niepotrzebnymi badaniami.
Po prostu patrzyłam.
Po raz pierwszy w życiu się nie broniłam.
Nie tłumaczyłam.
I może on też to zauważył.
Bo kiedy mnie minął, nasze oczy spotkały się na chwilę.
Jego uśmiech zniknął.
Tej nocy Máté został zatrzymany w domu na obserwacji.
Spałam obok niego w wąskim fotelu.
Około drugiej w nocy obudziłam się i zobaczyłam, że trzyma mnie za rękę.
„Mamo?”
„Jestem tutaj”.
„Jesteś na mnie zła?”
Usiadłam.
„Czemu miałabym się złościć?”
„Bo zdradziłam sekret babci”.
Przyciągnęłam ją bliżej.
„Nigdy nie będę na ciebie zła za to, że powiedziałaś prawdę”.
Máté wciąż się trzęsła.
„Babcia powiedziała, że jeśli ktoś się dowie, stracimy wszystko”.
Wtedy zrozumiałam, że nie chodzi o witaminy.
Następnego popołudnia dr Farkas nadal nic nie powiedział.
Po prostu czekaliśmy na wyniki.
W końcu wypisano nas późnym wieczorem, z informacją, że stan Máté tego dnia był stabilny.
Ilo
No cóż, dzwonił trzy razy.
Nie odebrałam.
Piotr, mój były mąż, też napisał.
„Mama mówi, że znowu zrobiłaś scenę w szpitalu. Przestań”.
Wpatrywałam się w wiadomość.
Potem ją usunęłam.
Następnego ranka o 7:18 zadzwonił mój telefon.
To była doktor Farkas.
Jej głos brzmiał zupełnie inaczej niż poprzedniego dnia.
– Erika?
– Tak.
Zapadła krótka cisza.
– Przyszły wyniki badań Máté.
Wstałam od kuchennego stołu.
– Co mu jest?
– Nie chcę mu mówić przez telefon.
Kolana mi miękną.
– Doktorze, proszę…
– Proszę przyjechać do szpitala.
Potem dodała:
– Sama.
Część 2 – Najstraszniejszą rzeczą w kuchennej szafce babci nie było to, co znaleźliśmy, ale to, co leżało obok.
Dotarłam do szpitala w trzydzieści pięć minut.
Nie pamiętam podróży.
Tylko to, że kiedy wszedłem do gabinetu doktora Farkasa, wstał zza biurka i zamknął za mną drzwi.
Nie zaproponował mi miejsca.
Usiadłem jednak, bo czułem, że zaraz zemdleję.
– A co z moim synem?
Lekarz wziął głęboki oddech.