– Znaleźliśmy ślady leku w próbce krwi Máté, którego nigdy nie przepisano.
Patrzyłem na niego przez kilka sekund.
– Jaki to był lek?
Wyjaśnił, że to składnik silnego środka uspokajającego przepisywanego dorosłym. Nawet w niewielkich ilościach może on tłumaczyć senność, zawroty głowy i pewne złe samopoczucie Máté.
– To znaczy… że Ilona…
– Nie mogę powiedzieć, kto mu to podał. Mogę tylko powiedzieć, że lek jest w jego organizmie.
– Ale Máté mi powiedział.
– Tak.
W uszach zaczęło mi dzwonić.
Na ścianie wisiał dziecięcy rysunek niebieskiego domu i ogromnego żółtego słońca.
Skupiłam się, żeby nie zemdleć.
„Otrułaś mojego syna?”
Doktor Farkas odpowiedział powoli.
„Zatrucie” to skomplikowane słowo zarówno w kontekście prawnym, jak i medycznym. Ale jeśli ktoś celowo podał dziecku lek, który nie był mu przepisany, to jest to niezwykle poważne.”
Ręce mi się trzęsły.
„Dlaczego?”
Na to pytanie on też nie potrafił odpowiedzieć.
Ale ktoś inny mógł.
Policja.
Doktor Farkas powiadomił już specjalistę ds. opieki nad dziećmi w szpitalu. Wkrótce potem przyjechało dwóch detektywów.
Jedną z nich była Andrea, kobieta po czterdziestce.
Nie rozmawiała ze mną jak z histeryczną matką.
To samo w sobie prawie mnie rozpłakało.
Słuchała.
Chorzy.
Komentarze Ilony.
Wiadomości od Petera.
Biały proszek.
„Witamina”.
Sformułowanie „zabiorą cię od matki”.
Potem zadała pytanie.
– Czy twoja teściowa miała kiedykolwiek dostęp do leków na receptę?
Wtedy coś mi przyszło do głowy.
– Jej mąż… Mąż Ilony zmarł trzy lata temu.
– Czy był chory?
– Tak. Brał dużo leków w ciągu ostatnich kilku miesięcy.
Andrea skinęła głową.
Nie powiedziała nic więcej.
Po południu dostali pozwolenie na przeszukanie domu Ilony.
Oczywiście, mnie nie zabrali.
Máté do tego czasu mieszkał z moją siostrą Zsófi.
Siedziałam w salonie w domu i po raz pierwszy poczułam, jak strasznie cicho może być w mieszkaniu.
Po ósmej wieczorem ktoś zapukał.
Andrea stała w drzwiach.
Obok niej stał inny detektyw.
– Znaleźliśmy coś – powiedziała.
W kuchni.
Na najwyższej półce spiżarni Ilony, za pojemnikami z mąką, stała stara butelka po lekarstwach.
Etykieta była częściowo zerwana.
Skład tabletek w środku nie został jeszcze potwierdzony w laboratorium, ale na pierwszy rzut oka wyglądało na to, że mogą być związane z wynikami Máté.
Myślałam, że to będzie najgorsze.
Nie było.
– Znaleźliśmy też notatnik – powiedziała Andrea.
– Jaki notatnik?
Nie odpowiedziała od razu.
– Były w nim notatki.
Dreszcz przeszedł mnie po plecach.
– O czym?
Andrea wyjęła zdjęcie z jednej strony notatnika w przezroczystej torebce na dowody.
Nie mogłam go dotknąć.
Ale mogłam je przeczytać.
Daty.
Godziny.
Krótkie notatki.
„18:30 – zupa.”
„19:10 – senna.”
„20:05 – E. panikuje.”
„Następnego dnia, doktorze?”
A obok:
„Powiedz P. jeszcze raz, że E. nie czuje się dobrze.”