Przez chwilę myślałam, że się przesłyszałam.
„Dla jakiego taty?”
Mąż Doiny, ojciec Radu, nie żył od siedmiu lat.
Oczy Cristiny napełniły się łzami.
„Nie dla naszego taty”.
Po czym dodała bardzo cicho:
„Dla prawdziwego taty Radu”.
Talerz, który trzymałam w dłoni, o mało nie spadł.
„Tutaj?”
Twarz Cristiny
lpale.
– Proszę… nie tutaj.
Po drugiej stronie Radu odłożył szczypce do grilla.
I powoli podszedł do nas.
CZĘŚĆ 2 – Prawdziwy adresat pudełek
Radu już z daleka widział, że coś z nami nie tak.
– Co się stało?
Cristina natychmiast pokręciła głową.
– Nic.
– Cristina.
– Nic nie powiedziałam.
Radu spojrzał na mnie.
Ale nie byłam w stanie wykrztusić słowa.
W mojej głowie rozbrzmiało jedno zdanie.
„Do prawdziwego ojca Radu”.
Doina kontynuowała pakowanie, jakby nic się wokół niej nie działo.
Radu podszedł do niej.
– Mamo, co ty robisz?
– To, co robisz za każdym razem.
– Tyle jedzenia po co?
Ręka Doiny zatrzymała się.
Przez długą chwilę nikt się nie odzywał.
Potem Cristina westchnęła.
„Powiedziałam Raluce”.
Doina odwróciła się do niej, jakby dostała w twarz.
„Co powiedziałaś?”
„Mamo…
„Co powiedziałaś?!”
Goście siedzący obok zamilkli.
Doina też to zauważyła.
Szybko zamknęła pudełko i spojrzała na mnie.
– Wejdź do domu.
– Mamo…
– Teraz.
Radu oczywiście poszedł za nami.
Cristina też.
Drzwi kuchenne zamknęły się za nami.
Po kilku sekundach rozmowa na zewnątrz została wznowiona, ale ciszej. Wszyscy czuli, że w środku coś się dzieje.
Doina stała przy zlewie.
Splotła dłonie przed sobą.
Radu spojrzał na nią.
– Czy ktoś ci w końcu powie, co się dzieje?
Doina wpatrywała się w Cristinę.
– Obiecałaś.
– Wiem.
– Obiecałaś milczeć.
– Milczałam przez dwadzieścia dwa lata.
Wyraz twarzy Radu się zmienił.
– O czym?
Cristina zamknęła oczy.
A Doina nagle postarzała się o dziesięć lat.
Opadła na krzesło.
– Radu… Constantin był dla ciebie dobrym ojcem.
– Wiem.
– Nie. Nie rozumiesz.
– To powiedz.
Doina wpatrywała się w stół.
– Constantin nie był twoim biologicznym ojcem.
Słychać było tykanie zegara w kuchni.
Radu się nie poruszył.
Nie krzyczał.
Po prostu tam stał.
Potem cicho się zaśmiała.
To był ten rodzaj śmiechu, w którym nie było humoru.
– Czy to jakiś kiepski żart?
Nikt nie odpowiedział.
– Mamo.
Łzy płynęły Doinie po policzkach.
– Miałam dwadzieścia dwa lata. Pracowałam w fabryce tekstyliów w Bukareszcie. Poznałam chłopaka. Nazywał się Sorin.
Radu odsunął krzesło.
Usiadł.
– No dalej.
– Kochaliśmy się. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Doina zacisnęła palce.
– Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, przestraszył się. Jego rodzice byli przeciwni naszemu związkowi. Pochodzili z bogatszej rodziny. Mówili, że zrujnuję mu życie.
– I odszedł?
– Tak.
– I wyszłaś za tatę.
– Constantin.
Twarz Radu się skrzywiła.
– To mój tata.
– Wiem.
Głos Doiny się załamał.
– I on też cię tak postrzegał. Wiedział wszystko, zanim się pobraliśmy. Nigdy nie robił różnicy między tobą a Cristiną.
Radu wstał.
Podszedł do kuchennego okna.
Długo stał odwrócony do nas plecami.
– Gdzie jest ten mężczyzna?
Doina nie odpowiedziała.
Cristina odpowiedziała za niego.
– Niedaleko Ploeszti. W małej wiosce.
Radu powoli się odwrócił.
– Czy on żyje?
– Tak.
„A mama przynosi mu jedzenie?”