Cristina skinęła głową.
Radu spojrzał na matkę wzrokiem, którego nigdy wcześniej nie widział.
Nie z nienawiścią.
Ale z szokiem.
„Od kiedy?”
„Od lutego” – powiedziała Doina.
„Dlaczego?”
Doina spuściła głowę.
„Bo umiera”.
Radu zacisnął szczękę.
„I muszę to wiedzieć teraz?”
„Nie chciałem, żebyś wiedziała”.
„Dlaczego?!”
„Bo nie chciałem, żeby mężczyzna, który cię kiedyś zostawił, znów pojawił się w twoim życiu!”
Radu warknął.
„To nie twoja decyzja!”
Doina też wstała.
„Ale to ja cię odebrałem, kiedy miałaś gorączkę! Constantin nauczył cię jeździć na rowerze! Był przy tobie pierwszego dnia szkoły!”. Bił brawo, kiedy skończyłaś szkołę! Gdzie był Sorin?!
– Nie o tym mówię!
– Ale właśnie o tym!
Głos Doiny zadrżał.
– Chciałem wiedzieć, żebyś nigdy nie musiała wątpić, kim jest twój ojciec.
Radu zamknął oczy.
Cristina płakała.
I nagle znowu zobaczyłem pudełka z jedzeniem.
Mięso.
Kapustę.
Ciasto.
– Dlaczego mu przynosisz jedzenie? – zapytałem.
Doina spojrzała na mnie.
Na jej twarzy pojawił się wstyd.
– Mieszka sama.
– Nie ma rodziny?
– Miała byłą żonę. Zmarła. Nie mieli dzieci.
– A ona jest chora?
– Ma raka płuc.
Doina odwróciła wzrok.
– Ledwo może wychodzić z domu. Sąsiadka czasami robi za nią zakupy.
Radu zaśmiał się gorzko.
– Przynosisz mu jedzenie, bo ci go żal?
Doina milczała przez kilka sekund.
– Nie.
– Więc?
– Bo cię o to poprosił.
Radu zesztywniał.
– Po co?
Doina spojrzała na niego powoli.
– Żeby chociaż raz zjeść coś, co zostało ugotowane na urodziny jego syna.
Nikt nic nie powiedział.
Z ogrodu dobiegł czyjś śmiech.
To tylko sprawiło, że było jeszcze dziwniej.
Radu usiadł.
Ukrył twarz w dłoniach.
Podszedłem do niego.
– Czy on wie, że istnieję? – zapytał w końcu.
Doina skinęła głową.
– On wie o tobie wszystko.
– Skąd?
– Obserwuje z daleka od lat.
Radu uniósł głowę.
– Co masz na myśli, mówiąc, że obserwował?
– Z artykułów w gazetach. Z Facebooka. Od znajomych.
– Mamo…
– Nigdy się ze mną nie kontaktował. Tak się umówiliśmy.
– Spotkałaś go?
Doina spuściła wzrok.
– W lutym.
– Dlaczego?
– Zadzwonił do mnie.
– Skąd masz numer?
– Nie wiem.
– I poszłaś tam.
– Tak.
– Potajemnie.
– Tak.
Radu trzasnął stołem.
– I Cristina wiedziała!
– Dowiedziałam się przypadkiem, powiedziała Cristina. – Kiedyś poszłam za mamą, bo myślałam, że ma kłopoty.
Radu wstał.
– Gdzie ona mieszka?
Doina zbladła.
– Radu…
– Gdzie ona mieszka?
– Nie musisz tam iść.
– Mamo.
– Dzisiaj są twoje urodziny.
– Właśnie dlatego.
Doina pokręciła głową.
– Nie odchodź ze złości.
Radu spojrzał na nią.
– Nie wiem, po co jadę.
Powiedzieliśmy gościom, że Doina nagle źle się poczuła.
Pół godziny później we czwórkę wysiedliśmy z domu samochodem.
Dwie torby z jedzeniem były w bagażniku.
Podróż zajęła zaledwie dwadzieścia minut, ale mnie wydawała się godzinami.
Dotarliśmy do małej wioski z wąskimi uliczkami między starymi domami z suszonej cegły.
Doina wskazała nam drogę.
– Na prawo od następnej.
Na końcu ulicy stał mały dom.
Tynk odpadał w kilku miejscach.
Udv
Zardzewiała brama zaskrzypiała na wietrze.
Radu wyłączył silnik.
Nikt się nie poruszył przez długi czas.
„Chodźmy do domu” – powiedziała w końcu Doina.
Radu otworzył drzwi.
„Nie.
Wysiedliśmy.
Doina niosła jedną z toreb.
Ja niosłem drugą.
Radu zapukał.
Nie było odpowiedzi.
Zapukał drugi raz.
Coś poruszyło się w środku.
Powoli.
Potem drzwi się otworzyły.
Przed nami stał bardzo chudy, siwowłosy mężczyzna.
Mógł mieć około siedemdziesięciu lat.
Sweter zwisał mu z twarzy.
Miał zapadniętą twarz.
Ale jego oczy…
Spojrzałem na Radu.
Potem na mężczyznę.
I mnie też ścisnęło w gardle.
Te same oczy.
Ta sama dziwna, lekko opadająca brew.
Mężczyzna spojrzał na Radu.
Jego usta drżały.
„Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.”
Radu nie odpowiedział.