Ale Péter nie zareagował tak, jak się spodziewałam.
Nie poczuł ulgi.
Zirytował się.
– Więc to już koniec?
– Co takiego?
– Po prostu wypuszczają Gábora?
– Czego jeszcze chcesz?
– Żeby go zbadali.
– Co?
– Wszystko.
Spojrzałam mu w twarz.
Wtedy przypomniały mi się słowa Lili.
– Od miesięcy próbowałeś wmówić Lili, że Gábor jest niebezpieczny.
– To niedorzeczne.
– Powiedział mi.
Mina Petera stężała.
– Dziecko. Źle zrozumiał.
– Powiedział, że pytałeś go, czy Gábor wchodzi do jego pokoju w nocy.
– Bo jestem odpowiedzialnym ojcem.
– I powiedziałeś mu też, że wybrałbym Gábora?
Nie odpowiedział.
W tym momencie podszedł jeden ze śledczych.
– Pani Kovács, musimy porozmawiać.
Zaprowadził mnie do małego pokoju.
Położył na stole trzy wydrukowane zrzuty ekranu.
– Pan Szabó przysłał nam je, zanim tu przyszedł.
Na pierwszym podobno było nazwisko Gábora.
Wiadomości pod spodem.
„Nie mów jeszcze Annie”.
„Jeśli będą pytać, powiedz im, że mnie nie było w domu”.
„Usuń to później”.
Znów ścisnęło mnie w żołądku.
– Skąd oni są?
– Pan Szabó twierdzi, że otrzymał je anonimowo.
Telefon Gábora został sprawdzony.
Nie znaleźli wiadomości.
Współpracował przez całą drogę.
„Ktoś je podrobił” – powiedział.
Péter tylko wzruszył ramionami.
„Oczywiście, że tak mówi”.
Dwa dni później Lili przeszła operację.
Siedziałam na korytarzu, Gábor obok mnie.
Péter po drugiej stronie.
Nikt się nie odzywał.
Po czterech godzinach wyszedł chirurg.
„Udało nam się usunąć guz”.
Wstałam.
„I co?
„Musimy poczekać na ostateczne badanie histologiczne. Drugi jajnik wydaje się nienaruszony”.
Następnego dnia Lili zapytała mnie:
„Czy mam raka?”
Trzymałam łyżkę w dłoni.
Nie mogłam się ruszyć.
Lekarz usiadł obok niej.
„Ma pani guza, którego usunęliśmy”. Teraz musimy dokładnie sprawdzić, jaki to typ.
Lili spojrzała na swój koc.
– Czy umrę?
Gábor uklęknął obok niej.
– Nikt tego jeszcze nie powiedział.
– Ale może?
– Lili – powiedział lekarz – pracujemy nad tym, żebyś mogła wyzdrowieć.
Trzy dni później otrzymaliśmy wyniki histologii.
Złośliwy guz zarodkowy.
Chodziło o chemioterapię.
Tego wieczoru Péter siedział naprzeciwko mnie w szpitalnej stołówce.
Przesunął przede mną kartkę papieru.
– Co to jest?
– Mój prawnik to przygotował.
Przeczytałem to.
Chciał zwrócić się do sądu o tymczasowy nakaz ustalenia miejsca zamieszkania Lili, ponieważ według niego w moim gospodarstwie domowym występowały „niebezpieczne okoliczności”.
Dokument był datowany trzy dni wcześniej.
Został sporządzony w dniu, w którym ogłoszono pozytywny wynik testu.
Jeszcze zanim ujawniono, że Lili nie była w ciąży.
– Czy tego dnia to pani zrobiła?
– Chronię moją córkę.
– Nie wiedziała pani, co się stało.
– Dlatego.
– Nie. Od razu oskarżyła pani Gabora, a w międzyczasie już walczyła pani o opiekę.
– Zabrał mi rodzinę.
Złożyłam papiery.
– Rozwiodłam się z panią dwa lata przed tym, jak się poznaliśmy.
lna.
– Lili słucha go bardziej niż mnie.
– Bo jest obecny.
Peter wstał.
– Sąd zdecyduje.
Ale cztery dni później policja wezwała nas ponownie.
Ekspert zbadał zrzuty ekranu.
Były fałszywe.
Jeden z plików został utworzony dwadzieścia minut po tym, jak Peter został poinformowany telefonicznie o pozytywnym wyniku testu Lili.
Metadane jednego ze zdjęć trafiły do chmury, z której korzystała firma budowlana Petera.
Czcionka, rozdzielczość ekranu, a nawet format zegara nie pasowały do telefonu Gabora.
Policjant zapytał wprost:
– Panie Szabó, czy pan to zrobił?
Adwokat Petera przerwał.
– Mój klient nie chce odpowiadać.
Spojrzałem na niego.
– Czy pan to zrobił?
Peter spojrzał na stół.
– Gábor jest niebezpieczny.
– Z jakiego powodu?
– Bo zajął moje miejsce.
– Nie.
– Moja córka dzwoni do niego, jeśli jest jakiś problem.
Głos mu się załamał.
– Jestem jej ojcem.
– To dlaczego się tak nie zachowywałeś?
Peter uniósł głowę.
– Co miałem zrobić? Uśmiechać się, kiedy inny mężczyzna wychowuje moje dziecko?
– Mogłeś tam być.
– Nie pozwoliłeś mu.
– Miałeś co drugi weekend. Ile razy odwoływałeś spotkanie w zeszłym roku?
Nie odpowiedział.
– Dziewięć razy, powiedziałem. – Lili policzyła.
To go zabolało.
Widziałem to.
Ale nie było mi aż tak przykro, żeby zapomnieć o tym, co zrobił z tego powodu.
Podczas postępowania w sprawie prawa rodzinnego Lili rozmawiała również z psychologiem dziecięcym.
Okazało się, że Peter od miesięcy powtarzał te same pytania.
„Czy Gabor przyjdzie do ciebie dziś wieczorem?”
„Jesteś pewna, że nie pyta cię o sekrety?”
„Nie boisz się go?”
„Czy mama ci wierzy, gdy coś się stanie?”
Według eksperta, te sugestywne pytania wywołały u dziesięcioletniego dziecka poważny konflikt lojalności i niepokój.
Kontakt z Peterem był tymczasowo nadzorowany.