— *Pani Delmas odziedziczy cały majątek tylko wtedy, gdy uszanuje ostatnią osobistą wolę zmarłego.*
Brigitte od razu parsknęła śmiechem.
„Ach! To jest to!*
Poczułem, że moje serce zaczyna bić szybciej.
— *Co będzie?*
Mistrz Perrin wziął głęboki oddech.
Następnie przeczytał słowo po słowie:
— *„Moja żona będzie musiała mieszkać przez trzydzieści dni w naszym drugim domu w Górnej Sabaudii, nie opuszczając go, dopóki nie zostanie otwarty prywatny sejf znajdujący się w piwnicy.” *
Ciężka cisza zapadła w pokoju.
Zmarszczyłem brwi.
— *Skrzynia?*
– *Tak.*
— *A potem?*
Prawnik spuścił wzrok.
— *Zawartość sejfu zadecyduje o ostatecznej ważności testamentu.*
Tym razem nawet Brigitte wydawała się zagubiona.
— *Co to znaczy?*
Zanim jednak prawnik zdążył odpowiedzieć, Mathieu gwałtownie wstał.
— *Wystarczy.*
Jego głos był suchy.
Autorytatywny.
Włożył telefon do kieszeni.
— *Spotkanie się skończyło.*
Spojrzałam na niego.
— *Czy wiedziałeś o tej skrzyni?*
Zawahał się.
Zaledwie sekundę.
Ale to wystarczyło.
– *NIE.*
Kłamstwo.
Poczułem to natychmiast.
Maître Perrin zamknął akta.
— *Pani Delmas… Radzę pani tylko, aby stosowała się do poleceń męża.*
– *Dlaczego?*
Spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.
Prawie… zmartwiony.
„Ponieważ twój mąż myślał, że jest w niebezpieczeństwie, zanim umarł.”
Krew odpłynęła mi z twarzy.
Brigitte wybuchnęła nerwowym śmiechem.
— *Przestań opowiadać te śmieszne historie! Gérard zmarł na zawał serca!*
Ale prawnik odpowiedział spokojnie:
— *Oficjalnie… Tak.*
Oficjalnie.
To słowo zabrzmiało w mojej głowie jak alarm.
Mathieu złapał kurtkę.
„Jutro rano zabiorę cię do domu w Górnej Sabaudii.”
Spojrzałam na niego.
— *Dlaczego nagle mi pomagasz?*
Jego spojrzenie stało się zimne.
„Ponieważ mój ojciec tego zażądał.”
Po czym opuścił pokój, nie mówiąc już ani słowa.
—
Tej nocy nie spałem.
Siedziałem w salonie w ciemności.
Teraz każdy obiekt wyglądał inaczej.
Jakbym w końcu odkrył prawdziwy dom, w którym mieszkałem przez dwadzieścia pięć lat.
O trzeciej nad ranem wstałem, żeby napić się szklanki wody.
I wtedy to zauważyłem.
Biuro Gérarda było uchylone.
Dziwny.
Zawsze je zamykał.
Zawsze.
Delikatnie pchnąłem drzwi.
Zapach jej perfum wciąż unosił się w pokoju.
Na biurku…
Czarny plik.
Przysięgam, że nigdy wcześniej go nie widziałam.
Kiedy otwierałem te dokumenty, trzęsły mi się ręce.
Wewnątrz:
wyciągi bankowe,
kserokopie,
fotografie.
Następnie koperta.
Z moim imieniem na nim wypisanym.
**Claire.**
Moje serce biło tak szybko, że niemal słyszałem krew w uszach.
Otworzyłem list.
I od pierwszej linijki… nogi prawie odmówiły mi posłuszeństwa.
> *„Jeśli to czytasz, prawdopodobnie już nie żyję.” *
Kontynuowałem.
> *„Nie ufaj nikomu w rodzinie.” *
Następnie:
> *„Nawet Mathieu.” *
Lodowaty dreszcz przebiegł mi po kręgosłupie.
Przeczytałem to zdanie kilka razy.
Niemożliwe.
Mathieu z pewnością był chłodny… ale Gerard ją uwielbiał.
Po co to piszesz?