Mieszkał samotnie w górach, polując, opiekując się rannymi zwierzętami i dwa razy w roku przyjeżdżał do wioski, by wymieniać futra na kawę, sól i proch strzelniczy. Dzieci się go bały. Dorośli też. Mówili, że zabił pumę nożem. Mówili, że z nikim nie rozmawiał, bo wojna pogrzebała jego duszę w jakimś wąwozie.
Nicolás poszedł tej nocy szukać schronienia przed zamiecią. Przechodząc przed rezydencją, usłyszał krzyk.
Zobaczyła, jak w sąsiednich domach zapalają się światła. Zobaczyła, jak zasłony poruszają się i gasną. Natychmiast zrozumiała: miasto nasłuchiwało, ale wolało nie patrzeć.
Wszedł nie pytając o pozwolenie.
Evaristo cofnął się.
—Kim ty do cholery jesteś? To mój dom.
Nicholas spojrzał na krew na podłodze, na Anę Belén pochyloną obok stołu, a potem na eleganckiego mężczyznę, który wciąż trzymał ją za włosy.
—Puść tę kobietę.
Evaristo nerwowo się zaśmiał.
—Jestem Evaristo Robles. Mogę cię kupić, zamknąć albo pochować tam, gdzie nikt cię nie znajdzie.
Mikołaj zrobił krok.
—Powiedziałem, żeby ją puścił.
Evaristo próbował dobiec do biurka, gdzie trzymał pistolet. Nie zdążył. Nicolás dogonił go, wykręcił mu rękę i rzucił o ścianę z siłą, która wprawiła w drżenie rodzinne portrety. Evaristo upadł na podłogę, dysząc, bardziej zaskoczony niż zraniony. Nigdy w życiu nikt nie traktował go jak zwykłego człowieka.
Ana Belén podniosła rękę, obawiając się, że Nicolás mógłby zrobić jej krzywdę.
Ale olbrzym uklęknął obok niej i zdjął swój ogromny futrzany płaszcz.
„Spokojnie” – powiedział niskim, szorstkim głosem. „Nie przyszedłem po ciebie. Przyszedłem po niego”.
Owinął ją ciepłym płaszczem. Ana Belén po raz pierwszy od lat poczuła coś na kształt bezpieczeństwa.
Potem przybył komisarz i dwaj uzbrojeni mężczyźni, przemoczeni śniegiem.
„Stój!” krzyknął komisarz, celując w strzelbę. „Mendoza, jesteś aresztowany za wtargnięcie i napaść na Dona Evaristo”.
Mikołaj powoli wstał.
„Własność prywatna?” – zapytał. „Widzisz to? Nie widzisz leżącej tam kobiety? Nie widzisz krwi?”
Komisarz przełknął ślinę.
Evaristo krzyknął z ziemi:
—Aresztujcie go! Zaatakował mnie bez powodu!
Ana Belén, drżąca pod peleryną, zrobiła coś, czego nikt się nie spodziewał.
Wstał.
Wszystko go bolało. Każdy oddech był jak igła. Ale wstał.
„Nie stało się tak bez powodu” – powiedział.