Potem, bez ostrzeżenia, odwrócił się w stronę kosza na śmieci i zwymiotował.
Część 2
Derek roześmiał się pierwszy, bo aroganccy mężczyźni często mylą strach ze słabością, gdy pojawia się u kogoś innego.
„Tato?” zapytał z uśmiechem. „Co ci jest?”
Ojciec otarł usta drżącą dłonią.
„Ray Mercer” – wyszeptał.
Wujek Ray się nie poruszył.
Derek zmarszczył brwi. „Znasz tego staruszka?”
Ojciec powoli cofnął się pod ścianę. „Każdy, kto przeżył Khe Sanh, znał Mercera”.
Dorastając, słyszałem tylko fragmenty tych opowieści. Wujek Ray rzadko mówił o wojnie. Spędzał dni na naprawianiu silników, karmieniu bezdomnych kotów i unikaniu uwagi. Ale weterani na lokalnych paradach zawsze ustępowali mu z drogi, gdy przechodził obok.
Ojciec Dereka próbował odzyskać spokój. „To prywatna sprawa rodzinna”.
Ray spojrzał mu prosto w oczy.
„Nie” – powiedział spokojnie. „To dowód”.
Pewny siebie uśmiech Dereka po raz pierwszy zbladł.
Pielęgniarka delikatnie zapukała do drzwi. „Wszystko w porządku?”
„W porządku” – warknął Derek, zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć.
Uniosłam głowę i powiedziałam wyraźnie: „Nie”.
Pielęgniarka weszła do środka. Jej wzrok natychmiast powędrował na moje siniaki, potem na Dereka, a w końcu na śpiącą obok mnie Lily.
Sięgnęła po radio.
„Zabezpieczenie na położnictwo” – powiedziała stanowczo.
Derek szybko wstał. „Jest emocjonalna. Po porodzie. Łatwo się siniaczy”.
Jego ojciec odzyskał głos. „Mój syn jest szanowanym prawnikiem. Zasypiemy ten szpital procesami sądowymi”.
Wtedy właśnie wzięłam pluszowego królika Lily.
Derek zmarszczył brwi. „Co robisz?”
Nacisnęłam ukryty szew za uchem.
Zamrugała mała czerwona lampka.
Po raz pierwszy odkąd za niego wyszłam, Derek zamilkł całkowicie.
Wujek Ray spokojnie włożył mu z powrotem jeden aparat słuchowy do ucha.
„No dalej” – powiedział cicho. „Powtórz tę część o byciu szefem”.
Derek wpatrywał się we mnie z niedowierzaniem. „Nagrywałeś mnie?”
„Od miesięcy” – odpowiedziałam.