Zgłoszenie złożone do Urzędu Nadzoru nad Rynkami Finansowymi zostało poprawione dokładnie pięćdziesiąt osiem minut temu”.
Telefon Diego zawibrował na stole.
Nikt się nie poruszył.
Zerknął na
ekran.
Wiadomość od dyrektora finansowego.
Potem druga.
Potem trzecia.
W końcu przeczytał pierwszą wiadomość i zacisnął szczękę.
Konsorcjum bankowe zawieszone.
Pogotowie telefoniczne z zarządem za dziesięć minut.
Camila wyprostowała się gwałtownie.
„Diego?”
Zignorował ją.
Isabella popchnęła w jego stronę kolejny plik.
„A skoro mowa o transparentności, oto również raporty wydatków opłacone przez NovaLink za mieszkanie, które wynająłeś Camili, biżuteria zapisana jako koszty wizerunku, weekendy we Włoszech zaliczone jako seminaria marketingowe i fałszywe umowy konsultingowe podpisane na jego nazwisko”.
Camila spojrzała na nią najpierw z oburzeniem, a potem ze zwierzęcym strachem.
„Ja… ja nie podpisałam niczego fałszywego.
To on się tym wszystkim zajął”.
„
Diego odwrócił się gwałtownie w jej stronę.
„Zamknij się”.
„O nie” – powiedziała Isabella, a jej spokój był jeszcze ostrzejszy niż gniew.
„Dziś wszyscy gadają.
Minęły czasy, kiedy milczałam, gdy opowiadałeś swoją wersję wydarzeń”.
W tym zdaniu było coś, co definitywnie przesunęło równowagę w pomieszczeniu.
Diego przyzwyczaił się do delikatności Isabelli, tak jak przyzwyczaja się do mebla.
Do niezawodnej, milczącej, dostępnej obecności.
Nigdy nie zadał sobie trudu, by wyobrazić sobie, kim może stać się cicha kobieta, gdy przestanie ukrywać swoją prawdę.
„Skłamałeś” – powiedział, niemal oszołomiony.