„Pamięta pan Beaumont Horizon?” Firmę, która wpompowała fundusze, gdy pańscy inwestorzy się wycofali? Był pan zbyt zdesperowany, żeby przeczytać statut.
Chciał pan tylko szybko podpisać.
Podpisał pan.
Wszystko.
»
Diego wpatrywał się w nazwisko na koszulce i coś w nim zadrżało.
Beaumont Horizon.
Przypomniał sobie.
Dyskretna firma, prowadzona przez prawników Isabelli.
Kapitał ratunkowy.
Okres karencji, który, jak sobie powtarzał, był dowodem jego przyszłego geniuszu.
Nigdy tak naprawdę nie zastanawiał się, kto za tym stoi.
Wtedy nie miał czasu ani cierpliwości, żeby zagłębiać się w to, co go ratuje, dopóki to go ratuje.
„Beaumont” – mruknął.
Isabell uśmiechnęła się posępnie.
„Nazwisko mojej matki”.
Alejandro kontynuował:
„Na moje naleganie każde euro wpłacone do NovaLink zostało udokumentowane.
Moja córka chciała dać ci szansę na samodzielne odniesienie sukcesu.
Chciałem mieć pewność, że nigdy nie będzie załamana, jeśli okażesz się dokładnie takim człowiekiem, jakiego się obawiałem”.
Diego pokręcił głową.
„To była pożyczka.
Zwykła pożyczka”.
„To była pożyczka konwertowalna” – poprawił Alejandro.
„Z klauzulą wcześniejszej spłaty w przypadku oszustwa, zatajenia istotnych informacji przed przyszłymi inwestorami lub poważnego naruszenia interesów akcjonariusza ochronnego.
Dziś rano, o 9:14, Isabella przestała uchylać się od tej klauzuli”.
Robles podniósł wzrok, całkowicie zrezygnowany.
„O mój Boże…”
Alejandro kontynuował, nie podnosząc głosu:
„Państwa zgłoszenie IPO potwierdza brak nieujawnionych istotnych umów, które mogłyby wpłynąć na kontrolę nad spółką.
To oświadczenie jest teraz fałszywe.