Jej świat się zawalił.
Rodzice Claire zginęli w krwawej eksplozji w ich domu w Chartres. Miała osiem lat. Dłoń matki na jej twarzy. Ciało ojca pochylające się nad nią. Czerwień na zasłonach, na jej sukience, we włosach.
Od tamtej pory widok krwi otwierał drzwi w jej umyśle.
Przysunęła się do ściany.
„Umieściła ją tam, żeby mnie terroryzować!” szlochała Vanessa.
„Nic nie zrobiłam” – mruknęła Claire.
Étienne zagrzmiał:
„Przeproś”.
„Sprawdź kamery” – powiedziała Claire. „Chociaż raz. Sprawdź”.
Jej oczy zadrżały.
Vanessa teatralnym gestem zdjęła identyfikator.
„Może powinienem odejść. Nie mogę walczyć z twoją żoną. Nienawidzi mnie, bo ci na mnie zależy”.
Étienne wziął ją w ramiona.
Claire zamknęła oczy.
No i już. Ostateczna odpowiedź.
Kiedy je ponownie otworzyła, Étienne trzymał w ręku poświadczoną notarialnie kopertę.
„Odkupiłem dom twoich rodziców” – powiedział chłodno.
Claire wstrzymała oddech.
Dom w Chartres. Jedyne miejsce, w którym kiedykolwiek należał do kogokolwiek, zanim pojawiły się schroniska, pracownicy socjalni i czarne walizki.
„Obiecałeś” – wyszeptała. „Kiedy nam się udało, obiecałeś”.
„Miałem ci dać akt własności dziś wieczorem na urodziny. Ale skoro nie chcesz przeprosić…”
Claire ruszyła w stronę koperty.
Vanessa była szybsza.
Dźwięk rozdzieranego papieru był niemal cichy.
Podarła akt raz, potem jeszcze raz, i jeszcze raz, i wyrzuciła kawałki przez uchylone okno. Pofrunęły nad La Défense niczym brudny śnieg.
Étienne westchnął:
„Vanesso, to było bez sensu”.
Bez sensu.
Nie niewybaczalne. Nie potworne.
Bez sensu”.
Potem Claire spojrzała na niego i powiedziała spokojnie:
„Już cię nie kocham”.
Mrugnął.
„Co?”
Interkom zatrzeszczał, zanim zdążyła powtórzyć.
„Panie Delmas, pani Caroline de Rochebrune właśnie przyjechała. Jest ze swoim psem”.
Vanessa natychmiast przestała płakać.
Étienne zamarł.
A każda blizna na ciele Claire przypominała warczenie wilczarza irlandzkiego.
Caroline de Rochebrune nie była inwestorką, której nie można było przeszkadzać. Jej ojciec kontrolował największy fundusz private equity, który zainwestował w Delmas Solutions, a Caroline kontrolowała ojca za pomocą skandali, które tuszowała pieniędzmi. Miała obsesję na punkcie Étienne’a. Wszyscy o tym wiedzieli. Étienne udawał, że nie widzi.
Zawsze podróżowała z Ducem, ogromnym, szarym wilczarzem irlandzkim. Dwa lata wcześniej Duc zaatakował pracownicę na parkingu, po tym jak Caroline oskarżyła ją o „zapach podobny do Étienne’a”. Kobieta nadal chodziła o lasce. Żadna skarga nie dała rezultatu.
A Étienne znał strach Claire.
Kiedy miała 19 lat, podobny pies zabił starego samojeda, który wskoczył między nią a zwierzę.
Obcasy Caroline Zbliżały się.
„Ukryj mnie” – wyszeptała Vanessa.
Do gabinetu przylegała prywatna łazienka. Vanessa wbiegła do środka. Claire poszła za nią, kulejąc i ściskając żołądek.
Étienne stanął przed nią.
„Co robisz?”
„Vanessa panikuje”.
„A co ze mną?”
Naprawdę na nią patrzył. Pot na czole, drżące dłonie, ramię na jej brzuchu.
Przez chwilę myślała, że ją sobie przypomni.
Wtedy Vanessa jęknęła zza drzwi.
„Étienne, nie będę mogła oddychać, jeśli ona wejdzie”.
Zamknął drzwi za Claire.
Caroline wpadła do środka w czerwonym płaszczu, z ostrym uśmiechem, z Dukiem u boku. Pies obnażył zęby.
„No cóż” – powiedziała. „Więc to ta kobieta, która sprząta toalety”.
„Caroline, to nie jest ta Czas.”
Duc warknął.
Claire cofnęła się do biurka.
„Jest przestraszona” – zauważyła z satysfakcją Caroline.
„Zawołaj swojego psa” – powiedział Étienne.
„Dlaczego? Jeśli nie ma nic do ukrycia, Duc nic nie zrobi.”
„Psy tak nie działają” – powiedziała Claire.
Caroline zmrużyła oczy.
„Nie rozmawiaj ze mną.”
Drzwi łazienki uchyliły się na szparę. Pojawiło się oko Vanessy.
Uśmiechała się.