Pojawiła się Vanessa w kremowej bluzce, z błyszczącymi ustami i delikatnym uśmiechem na twarzy.
„O, jesteś tutaj”.
Zanim Claire zdążyła zrozumieć, co się dzieje, Vanessa wyciągnęła z torebki małą buteleczkę i spryskała ją płynem dezynfekującym prosto w twarz.
Pieczenie najpierw dotarło do oczu.
Claire cofnęła się, łapiąc powietrze. Jej łokieć uderzył w wiadro. Brudna woda wylała się na płytki i rozprysła na buty Étienne’a.
Vanessa krzyknęła, jakby została zaatakowana.
„Boże, Étienne! Ona cię zaraziła!”
Claire zacisnęła powieki.
„Étienne” – wyszeptała – „mam alergię na przemysłowe środki dezynfekujące”.
Wiedział. Lata wcześniej zawiózł ją na pogotowie, gdy sprzątaczka o mało co nie podcięła jej gardła.
Na jej twarzy pojawił się strach.
Vanessa cicho się zaśmiała.
„Spokojnie, to organiczne”.
I znowu spryskała.
Tym razem produkt dotknął szyjki macicy Claire. Skóra ją zapiekła.
Claire instynktownie położyła dłoń na podbrzuszu.
Nie z powodu alergii.
Ponieważ trzy godziny wcześniej, w gabinecie lekarskim w 15. dzielnicy, ginekolog uśmiechnął się do niej delikatnie.
„Gratulacje, pani Delmas. Jest pani w ciąży”.
Claire planowała ogłosić to wieczorem.
Zamiast tego patrzyła, jak Étienne opuszcza nadgarstek Vanessy i mówi z czułym uśmiechem:
„Dość, mały bachorze”.
Mały bachor.
Nie okrutny. Nie niebezpieczny. Nie winny.
Coś w Claire zamilkło.
Podniosła wiadro.
Bez słowa wyszła.
Vanessa zaśmiała się za nią. Étienne zawołał ją po imieniu. Claire się nie odwróciła.
Bo w jej skrzynce odbiorczej czekała już oferta od Novalys International: premia za podpisanie umowy w wysokości 5 000 000 euro, stanowisko Globalnego Wiceprezesa ds. Operacyjnych i strategia wyjścia, której Étienne myślała, że nigdy nie będzie miała odwagi otworzyć.
Następnego ranka jej szyja była pokryta czerwonymi plamami od alergii. Mimo to Claire wróciła na 37. piętro ze swoim żółtym wózkiem. W biurach pachniało kawą, tonikiem i uprzejmą ambicją. Tam, gdzie 48 godzin wcześniej podpisywała budżety, teraz opróżniała kosze na śmieci, unikając spojrzeń.
Étienne znalazł ją w pobliżu sali konferencyjnej.
„Przestań”.
Kontynuowała.
„Claire, powiedziałam, żebyś przestała”.
„Dała mi pani pracę”.
„Robi pani awanturę”.
„Nie. Sprzątam po scenie”.
Przyjął cios z godnością. Przez chwilę prawie wrócił do roli chudego chłopca z domu dziecka w Roubaix, tego, który chował połowę chleba w serwetce, żeby dać Claire, gdy mieli po 14 lat.
Potem pojawiła się Vanessa.
„Étienne, spotkanie EuroMer zaczyna się za 20 minut. Jestem zdenerwowany”.
Od razu się do niej odwrócił.
Claire zdjęła rękawiczki.
„Potrzebujesz poprawionego modelu międzynarodowego. Zaszyfrowany serwer, plik Northstar. Moja karta nadal działa, chyba że Vanessa już ją zniknęła”.
Oczy Vanessy się rozszerzyły.
„Widzisz? Znowu mi grozi”.
„Właśnie ci pomogłem”.
Étienne westchnął.
„Przeproś ją”.
Claire wpatrywała się w niego.
„Nie”.
Dreszcz przebiegł po podłodze. Vanessa zbladła z precyzją aktorki.
Zanim Étienne zdążył odpowiedzieć, z windy wyszli dwaj ochroniarze niosący przemysłowe opryskiwacze.
Claire zobaczyła niebieskie etykiety na zbiornikach. Jej puls przyspieszył.
„Ponieważ Claire wczoraj rozlała brudną wodę” – wyjaśniła Vanessa – „poprosiłam o całkowitą dezynfekcję podłogi”.
Étienne zmarszczył brwi.
„Nie w jej pobliżu. Źle reaguje na produkty”.
„Étienne, naprawdę myślisz, że mógłbym jej zrobić krzywdę?”
Pierwszy strumień spadł na podłogę w pobliżu butów Claire. Potem na jej nogi. Potem na jej mundur.
Zapach zaparł jej dech w piersiach. Zakaszlała, zatoczyła się, położyła rękę na brzuchu.
Étienne to zobaczył. Była tego pewna.
Ale Vanessa kaszlnęła raz.
Odwrócił się do niej.
„Wszystko w porządku?”
„Zapach przyprawia mnie o zawroty głowy”.
Odprowadził ją.
Funkcjonariusze czekali, aż zniknie. Wtedy jeden z nich opuścił butelkę ze spryskiwaczem w stronę Claire.
„Panna Lenoir mówi, że trzeba to gruntownie wyczyścić”.
„Nie dotykaj mnie”.
Drugi mężczyzna prychnął szyderczo.
„Spałaś z szefem dwa, trzy razy i myślisz, że wszystko należy do ciebie?”
„Jestem jego żoną”.
„Nie z miejsca, w którym stoję”.
Poszli razem do przodu. Jeden złapał ją za ramię, drugi szarpnął za mundur. Materiał rozdarł się na ramieniu. Strach narastał w jej gardle, stary i lodowaty. Claire ugryzła najbliższą dłoń. Mężczyzna zaklął. Poślizgnęła się na mokrej podłodze, uderzyła o ścianę, a ostry ból przeszył jej podbrzusze.
Dziecko.
Nie wydobyło z siebie słowa, ale wypełniło całe jej ciało.
„Pomocy!” krzyknęła. Niech ktoś pomoże!
Drzwi otworzyły się gwałtownie. Policjanci spanikowali i uciekli schodami ewakuacyjnymi.
Claire wciąż klęczała, gdy Étienne złapał ją za nadgarstek. Podskoczyła tak mocno, że uderzyła o ścianę.
Nie wydawał się zmartwiony. Był wściekły.
„Co ty znowu zrobiłeś?”
Pociągnął ją…
Vanessa stała przy biurku obok ekspresu do kawy, drżąc. Na blacie leżał martwy szczur, sztywny i poplamiony krwią.
Krew.