„Nie możesz eksmitować męża”.
„Mogę eksmitować lokatora z mieszkania przedmałżeńskiego, gdy tylko rozpocznie się postępowanie rozwodowe”.
Lila spojrzała na niego ostro. „Rozwód?”
Twarz Victora poczerwieniała. „Blefuje”.
Wstałam powoli. „Naprawdę?”
Potem nacisnęłam play na telefonie.
Głos Victora wypełnił pomieszczenie.
„Przenieś pieniądze, zanim Elise sprawdzi konta. Ona niczego nie zauważy”.
Potem odezwał się głos Lili. „A co z mieszkaniem?”
Victor roześmiał się donośnie. „Wystraszę ją. Jest miękka”.
Nastała cudowna cisza.
Lila cofnęła się o krok.
Victor wpatrywał się we mnie. „Nagrałaś mnie?”
„Kamery monitoringu cię nagrały” – poprawiłam spokojnie. „W moim mieszkaniu”.
Jego oczy płonęły wściekłością. „Ty mściwa wiedźmo”.
„Nie” – odpowiedziałam. „Po prostu niewłaściwa kobieta, której nie można lekceważyć”.
Następnego ranka Victor przybył do sądu rodzinnego w granatowym garniturze, kipiąc gniewem, którego ledwo powstrzymywał.
Spodziewał się łez.
Zastał tam Marę – moją adwokatkę – czekającą z segregatorem tak grubym, że mógłby komuś złamać stopę.
Lila siedziała za nim w za dużych okularach przeciwsłonecznych, udając, że nie panikuje. Brat Victora również przyszedł, wciąż z tym samym zadowolonym uśmiechem z kolacji rocznicowej.
Do lunchu uśmiech zniknął.
Mara przedstawiła wszystko z chirurgiczną precyzją: akt przedmałżeński, podpisane potwierdzenie, ukryte przelewy bankowe, tajne konta, wiadomości między Victorem a Lilą, w których omawiali, jak mnie wyprosić z mieszkania, i firmowe e-maile dowodzące, że Victor przeznaczał fundusze służbowe na podróże służbowe.
Victor ciągle mu przerywał.
„To wyrwane z kontekstu”.
„To konto było tymczasowe”.
„Manipulowała mną”.
Sędzia z każdym wyrokiem traciła cierpliwość.
Potem Mara odtworzyła nagranie.
Głos Victora rozbrzmiał echem po sali sądowej.
„Wystraszę ją. Jest miękka”.
Nikt już nie patrzył na mnie z litością.
Patrzyli na niego z obrzydzeniem.
Lila powoli zdjęła okulary przeciwsłoneczne.
Sędzia nakazał mi tymczasowe przejęcie mieszkania, zamroził sporne konta i ostrzegł Victora, żeby nie przenosił, nie ukrywał, nie sprzedawał ani nie usuwał majątku małżeńskiego. Jego adwokat natychmiast poprosił o przerwę. Twarz Victora poszarzała.
Wychodząc z sali sądowej, złapał mnie za ramię.
„Elise” – syknął – „niszczysz mnie”.