Graham, jeśli to cię dobija, nie ufaj Harrisonowi. Idź na 114. Nie wracaj najpierw do domu. Zapytaj o Rosę. Żyję, dopóki mnie nie znajdą.
Nie było podpisu. Nie było to konieczne.
Spojrzałem na Isabelle. Policzki miała szorstkie od zimna, a rękawy pokryte były zaschniętym błotem.
„Gdzie ją znalazłaś?”
„Moja ciocia ją znalazła” – powiedziała. „Niedaleko terminalu, po wschodniej stronie. Pomogła jej wejść do środka. Miała krew na brwi i chodziła dziwnie, jakby jedna noga nie chciała nadążyć. Poprosiła mnie o kartkę papieru i napisała ją na kuchennym stole. Potem dała mi klucz”.
„A dlaczego nie przyszłaś wcześniej?”
Isabelle spojrzała na małą łopatkę.
„Bo
Czarny samochód krążył po naszej ulicy od dwóch dni. Ciocia powiedziała, że jeśli ta kobieta miała rację i jej szukają, to najpierw musimy poczekać i sprawdzić, czy naprawdę pójdziemy sami do grobu.
Dworzec autobusowy Greyhound w centrum miasta pachniał odgrzewaną kawą, wybielaczem i mokrym płaszczem. Isabelle siedziała obok mnie z tyłu SUV-a z plecakiem na kolanach i przez całą drogę nie odezwała się ani słowem. Kiedy dotarliśmy, skrytka 114 znajdowała się na końcu wąskiej kolejki, obok brzęczącego automatu z napojami i kosza na śmieci pełnego zgniecionych papierowych kubków. Kluczyk wszedł z szarpnięciem. W środku znajdowała się niebieska płócienna torba, pendrive, tani telefon z pękniętym ekranem i teczka z papieru manilowego spięta gumką recepturką.
W teczce znajdowały się kopie dokumentów z Funduszu Rodzinnego Beaumont. Liczby, podpisy, nieruchomości, aneks przenoszący tymczasową kontrolę nad kwotą 63 milionów dolarów i dwiema działkami nad rzeką na Harrisona Bella w przypadku śmierci lub niezdolności Eleanor do pracy. Brakowało jej podpisu. Wzdłuż górnego marginesu biegła odręczna notatka: Nie podpisałem tego. Daniel był obecny.
Daniel. Jej starszy brat. Ten sam, który nie płakał na pogrzebie. Ten sam, który dwa razy poklepał mnie po plecach przy grobie i wyszedł, zanim skończyli nakrywać trumnę.
Włączyłem telefon. Bateria ledwo się ładowała, ale wystarczyło, żeby otworzyć jedno zapisane nagranie audio. Rozległ się stukot, oddech przy mikrofonie, a potem głos Harrisona, wyraźny jak zawsze.
„Dopóki skrzynka pozostanie zamknięta, Graham podpisze wszystko, co będzie potrzebne”.
Inny głos, męski, bardziej suchy. Daniel.
„A kiedy przekażesz kontrolę, sprzedamy działki przed końcem kwartału”.
„Najpierw podamy jej środki uspokajające” – powiedział Harrison. „Potem zdecydujemy, która historia jest najlepsza”.
Nagranie urwało się z głuchym trzaskiem.