„Zainwestowałem w projekt z kolegą. Nieruchomości. Powinno być bezpieczne”.
„Ale nie było”.
„Firma zbankrutowała”.
„A ty pożyczyłeś pieniądze”.
Skinął głową.
„Z banku?”
Nie odpowiedział.
To wystarczyło.
— Od kogo, Alejandro?
— Od prywatnego pożyczkodawcy.
Rosa cicho westchnęła.
Teresa zaczęła szybko mówić.
— Potrzebował tylko czasu. Jeśli inwestycja się zwróci…
— Czy dlatego potrzebował tych 720 000 pesos?
Zamilkła.
Spojrzałem na nią.
— Nie „inwestowałaś” tego od dwóch lat.
Jej oczy się rozszerzyły.
— Mariana…
— Ukryłaś to.
Alejandro uderzył dłonią w stół.
— Mamo, powiedz jej prawdę.
Teresa zbladła.
Po kilku sekundach wyszeptała:
— Pożyczkodawca wiedział o premii.
Wszystko było w porządku.
Alejandro przelał premię na matkę, żeby pożyczkodawca nie mógł jej łatwo przejąć ani namierzyć.
A potem postanowił wykorzystać moje mieszkanie jako… zabezpieczenie.
Bez mojej wiedzy.
Z podrobionym podpisem.
Spojrzałem na niego i po raz pierwszy nie poczułem ani gniewu, ani bólu.
Tylko jasność.
„Więc, kiedy mówiłeś mi, że mogę płacić rachunki, próbowałeś zastawić mi dom, żeby pokryć dług, o którym nawet nie wiedziałem”.
„Chciałem go spłacić, zanim się dowiedziałeś”.
To zdanie było końcem.
Nie sam dług.
Nie kłamstwo.
Nawet nie podrobiony podpis.
I myśl, że wszystko będzie dobrze, dopóki się nie dowiem.
Wstałem od stołu.
Podszedłem do szafki w korytarzu i wyjąłem teczkę.
Alejandro spojrzał na mnie zdezorientowany.
„Co to jest?”
„Dokumenty, które przygotowałem wczoraj”.
„Jakie dokumenty?”
Zostawiłam je przed nim.
— Pozew rozwodowy.
Teresa podskoczyła.
— Nie można zniszczyć małżeństwa przez błąd finansowy!
Spojrzałam na nią.
— Błąd finansowy to zapomnienie czeku. To oszustwo.
Alejandro złapał się za głowę.
— Mariano, proszę.
— Nie.
— Wszystko naprawię.
— Nie.
— Oddam ci pieniądze.
— Nie chodzi o pieniądze.
Podniósł wzrok.