Broszury programowe.
Formularze nakazu ochrony.
Zasoby, na które wcześniej bałam się patrzeć.
„Jesteś pewna?” zapytał.
Zamknęłam oczy.
Przypomniałam sobie Brandona, gdy miał sześć lat.
Miał dziesięć.
Miał piętnaście.
Potem przypomniałam sobie dźwięk tego policzka.
Otworzyłam oczy.
„Tak”.
Richard skinął głową. „Wtedy zrobimy to jak należy”.
Kilka minut później nad głową rozległy się kroki.
Schody zaskrzypiały.
Brandon się obudził.
I nie miał pojęcia, co go czeka.
Wszedł do kuchni ziewając.
Miał potargane włosy.
Jego pewność siebie pozostała nienaruszona.
Wtedy zobaczył śniadanie.
Obrus.
Nakrycie.
Uśmiech rozlał się na jego twarzy.
„No, spójrz tylko” – powiedział. „W końcu to zrozumiałeś”.
Sięgnął po ciasteczko.
Wtedy jego wzrok padł na Richarda.
Ciastko wyślizgnęło mu się z palców.
„Co on tu robi?”
Richard nie ruszył się z miejsca. „Usiądź, Brandon”.
„Co?”
„Usiądź”.
Coś w tonie Richarda kazało mu posłusznie wykonać polecenie.
Niechętnie.
Brandon opadł na krzesło.
„To niedorzeczne”.
Richard przesunął teczkę w jego stronę. „Nie. Dorzeczne jest to, że bijesz matkę i myślisz, że nic się nie zmieni”.
„Nie uderzyłem jej”.
„Zrobiłeś to.”
„To była kłótnia.”
„Uderzyłeś ją.”
„To był tylko policzek.”
Richard zmrużył oczy. „Słyszysz siebie?”
Brandon odwrócił się do mnie. „Więc to teraz robimy?”
„Tak” – powiedziałem.
„Na serio?”
„Tak.”
Richard otworzył teczkę.
„To tymczasowy nakaz ochrony.”
Brandon się roześmiał. „Żartujesz.”
„Nie.”
Richard kontynuował.
„To odbiera ci dostęp do kont twojej matki.”
Kolejny dokument.
„To zwalnia cię z ubezpieczenia pojazdu.”
Kolejny.
„To określa warunki, na jakich możesz wrócić do nieruchomości.”
Potem położył na wierzchu broszurę.
„Program leczenia stacjonarnego.”
Brandon wpatrywał się w nią.
„Myślisz, że oszalałem?”
„Nie” – powiedziałam cicho. „Myślę, że stałeś się niebezpieczny”.
Te słowa uderzyły go mocniej niż jakikolwiek policzek.
Nagle wstał.
„To ja jestem problemem?”
„Tak”.
„Masz pojęcie, przez co przeszłam?”
Richard też wstał.
„Nie możesz używać bólu jako pozwolenia na krzywdzenie ludzi”.
Brandon spojrzał na niego i na mnie.
Jego pewność siebie zaczęła pękać.
Po raz pierwszy pojawiła się niepewność.
Potem wstyd.
Potem strach.
„A co, jeśli nie pójdę?”
Richard odpowiedział natychmiast.
„Wtedy twoja matka wniesie oskarżenie”.
W pokoju zapadła cisza.
Zmusiłam się do mówienia.
„Nie będę cię już chronić”.
Jego twarz zrzedła.
„Zrobiłbyś to?”
„Powinienem był zrobić to wcześniej”.
Przez chwilę nikt się nie ruszył.
Potem Brandon się odwrócił.
Bez słowa poszedł na górę.
Patrzyłem za nim.