Coś w jej głosie kazało mu się zatrzymać.
Mara sięgnęła do teczki i wyjęła zaklejoną kopertę.
„Moje panieńskie nazwisko brzmi Solano” – powiedziała.
„Mój ojciec założył Solano & Pierce Forensic Auditors. Po jego śmierci po cichu zostałam większościowym udziałowcem”.
Adrian wpatrywał się w nią. Valeria wyszeptała:
„Mówiłaś, że jej rodzina jest zrujnowana”.
Mara nie spuszczała z Adriana wzroku.
„Dotknęłaś niewłaściwej kobiety, niewłaściwych kont i przyszłości niewłaściwego dziecka”.
Sędzia pochylił się do przodu.
„Pani Rivas, co jest w kopercie?”
Mara położyła ją na stole.
„Wstępny raport o oszustwie. A kopia została już wysłana do prokuratora okręgowego”.
Twarz Adriana zbladła.
Po raz pierwszy tego ranka nie miał nic do powiedzenia.
Część 3
Sędzia ogłosił przerwę. W chwili, gdy wyszli na korytarz, Adrian wybuchnął.
„Ty mściwy wężu” – syknął, chwytając Marę za ramię.
Mara nawet nie drgnęła. Dwóch funkcjonariuszy natychmiast podeszło.
„Dotknij mnie jeszcze raz” – powiedziała chłodno.
„A opieka nad dzieckiem będzie najmniejszym z twoich problemów”.
Valeria podeszła bliżej, jej perfumy były ostre i trujące.
„Myślisz, że to cię czyni potężnym? On wciąż mnie kocha. Wybrał mnie”.
Mara spojrzała na kobietę, która ubrała się na biało, by uczcić upadek innej żony, po czym uśmiechnęła się smutno.
„Nie, Valeria. Użył cię jako podpisu”.
Valeria zamrugała. Mara po raz ostatni otworzyła teczkę i pokazała jej kopię uchwały korporacyjnej. Nazwisko Valerii pojawiło się pod trzema oszukańczymi pożyczkami jako pełnomocnika.
„Uczynił cię dyrektorem firm-słupów” – powiedziała Mara.
„Nie wspólnikiem. Nie królową. Tarczą.”
Valeria powoli odwróciła się w stronę Adriana. Jego milczenie mówiło wszystko.
Kiedy rozprawa została wznowiona, arogancja Adriana zniknęła. Jego prawnik wnioskował o odroczenie, ale sędzia odmówił. Wtedy do sali wszedł prawnik Mary, spokojny i o srebrnych włosach, niosąc trzy kolejne teczki. Adrian natychmiast go rozpoznał. Wszyscy w mieście znali tego człowieka.
„Panie Calder” – powiedział sędzia.