A kiedy trafiła do szpitala z powodu łożyska przodującego przyrośniętego, powikłania, które może spowodować śmiertelny krwotok, powiedział ich krewnym, że cierpi na poważne zaburzenia psychiczne.
Operacja była zaplanowana na świt. Lekarze zabronili jej jakiegokolwiek wysiłku fizycznego lub narażania na szok. Adrien o tym wiedział. Solène również.
Mimo to wysłali po nią dwóch ochroniarzy, gdy dotarła do recepcji. Claire nie krzyczała. Po prostu poprosiła o prywatną rozmowę z Adrienem przed oficjalnym przekazaniem majątku.
Odmówił.
Teraz leżała w błocie, podczas gdy około pięćdziesięciu gości obserwowało scenę z otwartych drzwi. Niektórzy filmowali telefonami. Inni odwracali wzrok. Ci, którzy skorzystali z kontraktów rozdanych przez Adriena, wydawali się wręcz rozbawieni.
„Powinniście wyjść, zanim ludzie pomyślą, że jesteśmy potworami” – powiedział.
Claire powoli otarła brudną wodę z ust.
Potem się uśmiechnęła.
Śmiech Adriena ucichł.
Znał ten uśmiech. To był ten, który miała na twarzy, gdy wykonawca mówił jej, że projekt jest niemożliwy, a ona udowadniała mu, że się myli, przedstawiając plany, liczby i rozwiązanie, o którym nikt nie pomyślał.
Pod przemoczonym kocem Claire dotknęła palcem małego urządzenia przymocowanego pod poręczą fotela.
Jeszcze go nie nacisnęła.
Solène uznała jej milczenie za poddanie się.
„Drży z zimna” – oznajmiła gościom. „Czy ktoś zechciałby przynieść jej ręcznik? A może raczej mop?”
Rozległo się kilka nerwowych śmiechów.
Adrien zszedł o stopień. Jego lakierowany but zatrzymał się zaledwie kilka centymetrów nad błotem.
„Eko”
Posłuchaj mnie uważnie, Claire. Jesteś tu bez pozwolenia. Majątek należy do Delmas Prestige od zeszłego tygodnia. Dokumenty zostały zarejestrowane. Pracownicy pracują dla mnie, a zamki zostaną wymienione jutro rano.
„Do twojej firmy?” mruknęła.
„Do naszej firmy” – poprawił, biorąc Solène za rękę.
Szafir jej babci odbił światło.
Claire poczuła kolejny skurcz, tym razem silniejszy. Dyskretnie położyła dłoń na brzuchu, ale wyraz jej twarzy się nie zmienił.
Ojciec zawsze powtarzał jej, żeby nigdy nie pokazywała złodziejowi, gdzie jest sejf. Claire przestrzegała tej zasady od sześciu miesięcy.
Odkryła fałszerstwo na długo przed Adrienem. Majątek nigdy nie mógł zostać przeniesiony, jak twierdził. Był majątkiem odrębnym, otrzymanym w drodze dziedziczenia, chronionym klauzulą zakazującą jego sprzedaży bez zgody rady rodzinnej, w której Claire miała decydujący głos. Adrien zorganizował fikcyjne spotkanie, sfałszował kilka podpisów i przekupił asystentkę z kancelarii prawnej.
Solène z kolei uwiodła tę asystentkę, aby uzyskać kopie poufnych dokumentów.
Myśleli, że Claire jest zbyt chora, żeby to zrozumieć.
Udała im się uwierzyć, że fałszerstwo zadziałało.
Podczas gdy wybierali kwiaty na przyjęcie, Claire wysłała wyciągi bankowe, nagrania i nagrania z monitoringu do prokuratury w Wersalu. Jej prawnik poprosił ją, aby nie podejmowała dalszego ryzyka.
Claire się zgodziła.
Potem Adrien publicznie ogłosił, że pod koniec miesiąca sprzeda posiadłość zagranicznej grupie hotelowej. Planował również zwolnić 23 stałych pracowników i zburzyć stróżówkę, w której Madeleine, była gospodyni jego ojca, mieszkała przez 40 lat.
Więc Claire zdecydowała się przyjechać.
„Powinieneś był zaakceptować ugodę rozwodową” – wyszeptał Adrien. Miałbyś mieszkanie w Boulogne i wygodną emeryturę. Ale zawsze chciałeś mieć wszystko pod kontrolą.
„Podpisałam coś” – odpowiedziała Claire.
Adrien zmrużył oczy.
„Prawdopodobnie upoważnienie lekarskie” – wtrąciła Solène. „Bierze leki od tygodni”.
„Za mało, żeby zapomnieć o kwotach przelanych na 11 różnych kont”.
Twarz Adriena zamarła.
To było krótkie, ale Claire dostrzegła narastający strach.
Wiedziała dokładnie, ile zdefraudował: 4 860 000 euro. Znała też nazwy firm-słupów, daty przelewów i numer skrytki depozytowej wynajętej w Genewie przez jednego z kuzynów Adriena.
W środku jeden z gości zażądał przemówienia.
„Przemówienie! Przemówienie!”
Pozostali bili brawo.
Adrien się wyprostował. Chciał wierzyć, że nadal panuje nad wieczorem.
„Ciesz się błotem” – powiedział, zanim wrócił na górę po schodach.
Solène została przy Claire przez kilka sekund. Przykucnęła, uważając, żeby nie pobrudzić rąbka sukienki.
„Chcesz wiedzieć, co jest najzabawniejsze?” – mruknęła. „Adrien nigdy nie chciał tego dziecka. Chciał majątku. Ja chciałam jego nowego życia. A ty dałaś nam wszystko, chorując”.
Claire spojrzała na nią.
Przez 18 lat Solène była jej powierniczką. Poznały się w liceum w Chartres. Claire pomogła jej opłacić studia, kiedy zmarła jej matka. Zaproponowała jej pracę jako organizatorka imprez w majątku. Była świadkiem na jej ślubie z Adrienem.
Kiedy Claire dowiedziała się o ciąży, Solène była pierwszą osobą, do której zadzwoniła.
„Dziękuję” – mruknęła Claire.
Solène zmarszczyła brwi.
„Po co?”
„Za to, że powiedziałaś to tak blisko mojego fotela”.
Pod kocem migało czerwone światło.
Miniaturowy mikrofon przymocowany do podłokietnika nagrywał każde słowo.
Solène usiadła prosto.
„Co zrobiłaś?”
Claire nie odpowiedziała.
W salonie Adrien chwycił mikrofon.
„Za naszą przyszłość” – powiedział. „Za nowe początki i nowo odkrytą wolność”.
Claire nacisnęła przycisk na urządzeniu.
Przez dwie sekundy nic się nie działo.
Uśmiech Solène powrócił.
„Czy to miało nas przestraszyć?”