Daniel wyrwał dokument, zanim atrament całkowicie wysechł.
„Wreszcie”.
Przycisnęłam dłoń do brzucha i wydusiłam słowa przez zaciśnięte zęby.
„Szpital. Natychmiast”.
Klęknął obok mnie, zadowolony z siebie, przystojny i pusty.
„Po tym, jak mój prawnik to potwierdzi”.
„Twój prawnik?” Parsknęłam bez tchu śmiechem.
Zmrużył oczy.
„Co cię tak bawi?”
„Nadal myślisz, że nie wiedziałam”.
Uśmiech Evelyn zniknął. Daniel powoli wstał.
„Wiesz co?”
„Że refinansowałaś dom na plaży swojej matki za pośrednictwem fikcyjnej firmy. Że podrobiłaś moje nazwisko na trzech emisjach obligacji inwestycyjnych. Że Evelyn sprzedawała moją biżuterię za pośrednictwem prywatnych pośredników za granicą”.
Zbladł. Evelyn natychmiast warknęła.
„Ma majaczenia”.
„Nie” – powiedziałam, patrząc prosto w jej kamerę. „Rodzę”.
Daniel złapał mnie za szczękę.
„Zamknij się”.
Alarm przy bramie wjazdowej zapiszczał raz. Sekundę później zapiszczał ponownie. Daniel odwrócił głowę w stronę panelu bezpieczeństwa.
„Kto tu jest?”