„Więc kiedy zdecydowałeś się upchnąć tam 40 000 dolarów?”
Mark potarł czoło.
„Pierwsza kwota to była premia”.
„Jaka premia?”
„Kwartalna premia za wyniki”.
„Mówiłeś mi, że twoja firma przestała je wypłacać”.
„Nie”.
Spojrzałam na niego szeroko otwartymi oczami.
„Ile premii ukryłeś?”
„Kilka”.
„Kilka?”
Spuścił wzrok.
„Większość”.
Wstałam, bo siedzenie naprzeciwko niego nagle wydało mi się niemożliwe.
Poszłam w stronę kuchni, a potem się odwróciłam.
„Co jeszcze?”
„Czeki prowizyjne czasami.”
„Co jeszcze?”
„Zwrot kosztów podróży.”
„Co jeszcze, Mark?”
Wzdrygnął się.
„Zwrot podatku.”
Zatrzymałam się.
„Jaki podatek?”
fundusz?”
“Dwa lata temu.”
Przypomniałam sobie tamten rok.
Byliśmy winni 600 dolarów.
A przynajmniej tak mi powiedział Mark.
“Mówiłeś, że jesteśmy winni pieniądze.”
“Później złożyłem korektę zeznania.”
“I ile odzyskałem?”
“3800 dolarów.”
Wpatrywałam się w stół.
Jeden z pakietów był datowany na wiosnę.
Ścisnęło mnie w gardle.
“Dlaczego?”
Mark pochylił się do przodu.
“Bałam się.”
“Mnie?” zapytałam.
“Nas.”
“To nic nie znaczy.”
“Myślałam, że się rozwiedziemy.”
“Więc zacząłeś się do tego przygotowywać, nic mi nie mówiąc.”
“Nie wiedziałam, co innego zrobić.”
“Mogłeś ze mną porozmawiać.”
“Próbowaliśmy porozmawiać.”
“Nie. Pokłóciliśmy się. To różnica.”
Wyglądał na wyczerpanego.
Ale tym razem nie obchodziło mnie, jak bardzo jest zmęczony.
Usiadłam ponownie.
„Kiedy planowałeś wyjechać?”
„Trzy lata temu.”
„Kiedy?”
„Nie wiem.”
„To kłamstwo.”
Nie odpowiedział.
„Miałeś mieszkanie?”
„Nie.”
„Inną kobietę?”
„Nie.”
„Planowałeś zabrać Caleba?”
Jego milczenie trwało o pół sekundy za długo.
Ścisnęło mnie w żołądku.
„Mark?”
„Nie miałam planu.”
„Miałeś zabrać naszego syna?”
„Myślałam, że będę musiała.”
„Muszę?”
„Byłam zła. Myślałam, że jesteś przytłoczona. Pomyślałam, że może mogłabym dać mu coś bardziej stabilnego”.
Słowa utkwiły mocniej niż pieniądze.
„Myślałeś, że jestem niestabilną matką?”
„Nie”.
„Po prostu to powiedziałeś”.
„Powiedziałam, że jestem zła”.
„I najwyraźniej szykuję się do wyjazdu z naszym dzieckiem i pieniędzmi, o których istnieniu nie wiedziałam”.
Oczy Marka napełniły się łzami.
„Nigdy tego nie zrobiłam”.
To zdanie miało mnie pocieszyć.
Nie pocieszyło.
Ponownie spojrzałam na daty.
„Skoro przestałaś planować wyjazd trzy lata temu, dlaczego ten pakiet ma datę z zeszłego miesiąca?”
Mark znieruchomiał.
Miał nadzieję, że tego pytania nie zadam.
„Kiedy zmieniłaś zdanie?”
Przełknął ślinę.
„O wyjeździe?”
„Tak”.
„Prawie dwa lata temu”.