CZĘŚĆ 3
W pokoju zapadła tak głęboka cisza, że nawet przedstawiciel firmy finansowej przestał przekładać papiery.
Don Ernesto z trudem wstał.
„Nie usprawiedliwiaj przeszłości”.
„Jaką przeszłość?” – zapytał Gabriel. „O czym ty mówisz?”
Javier spojrzał na ojca z ledwo skrywaną nienawiścią.
„Zapytaj go o ziemię w Choluli. Zapytaj go, dlaczego sprzedał tę część, którą dziadek obiecał mi zostawić”.
Don Ernesto zamknął oczy.
Lata temu, gdy Javier miał 19 lat, chciał otworzyć z przyjacielem sklep z częściami samochodowymi. Jego dziadek ustnie obiecał mu małą działkę. Jednak przed podpisaniem jakichkolwiek aktów własności, Don Ernesto odkrył, że wspólnik posługiwał się sfałszowanymi dokumentami i że projekt był powiązany z osobami, które już wcześniej składały na nich skargi. Aby chronić syna i sfinansować pilną operację Doñi Teresy, sprzedał ziemię. Javier nigdy mu tego nie wybaczył.
„Uratowałem cię przed utratą wszystkiego” – powiedział Don Ernesto. „I część tych pieniędzy przeznaczyliśmy na operację twojej matki. Prawnie nigdy nie była to twoja dziedziczna część”.
„To było moje” – upierał się Javier. „Zawsze było moje”.
„Nawet gdyby tak było” – wtrąciła Lucía – „nie dawało ci to prawa do fałszowania podpisów, przekierowywania przelewów ani wykorzystywania cudzego domu jako zabezpieczenia”.
Karla zwróciła się do męża.
„Mówiłeś mi, że pieniądze pochodzą z rodzinnej inwestycji”.
Javier milczał.
Gabriel rozłożył na stole wyciągi bankowe. Były tam płatności kartą kredytową, raty za ciężarówkę, wydatki na podróże, rachunki za restauracje i wpłaty na konto firmy JM Consultores.
Diego rozpoznał nazwę.
„Ta firma nie istnieje. Javier zarejestrował ją lata temu pod adresem, na którym kiedyś był magazyn”.
Lucía zanotowała informację.
„Więc mógł jej użyć do przemycania pieniędzy”.
Javier zaczął chodzić po pokoju.
„Na początku wziąłem tylko 80 000 pesos. Miałem dług i planowałem go spłacić. Potem przyszło kolejne 35 000 i kolejne 35 000. Gabriel zarabiał więcej, niż potrzebował. Ty nawet nie umiałeś posługiwać się kartą kredytową. Ja się wszystkim zająłem”.
Doña Teresa spojrzała na niego, jakby nie poznawała mężczyzny przed sobą.
„Zająć się sprawami? Twój ojciec przez dwie zimy nie miał ogrzewania. Przestałem kupować lekarstwa. Czy to było zajęcie się sprawami?”
„Przynosiłem im jedzenie”.
„To ja się tym zajmowałem”. „Nosiłeś dla nas torby, kiedy wiedziałeś, że przyjeżdża twój brat” – odpowiedziała. „Przez resztę czasu mówiłeś nam, że Gabriel jest spłukany i że powinniśmy oszczędzać, żebyśmy nie byli ciężarem”.
Javier po raz pierwszy spuścił wzrok.
Gabriel poczuł, jak gniew, który tłumił od momentu przyjazdu, miesza się z czymś bardziej bolesnym. Nie chodziło tylko o pieniądze. Chodziło o przegapione urodziny, o telefony, które nie zostały odebrane, o wizyty, których rodzice nie odbyli, bo myśleli, że nie będzie mógł ich przyjąć.
„Ukradłeś im prawie 10 lat” – powiedział. „Nie możesz tego odpłacić”.
Karla zaczęła płakać. Wyznała, że Javier kupił mieszkanie w Querétaro i że ma inne konto na nazwisko JM Consultores. Twierdziła, że nigdy nie znała prawdziwego pochodzenia pieniędzy, ale zgodziła się przekazać dokumenty, które miała w domu.
Javier spiorunował ją wzrokiem.
„Czy ty też mnie zdradzisz?”
„Nie” – odpowiedziała. „Przestaję cię kryć”.
Przedstawiciel firmy finansowej podniósł swoją teczkę.
„W związku ze skargą o fałszerstwo i oszustwo, postępowanie dotyczące domu będzie musiało zostać zawieszone do czasu rozpatrzenia akt. Moja firma również złoży własną skargę”.
Javier próbował odejść, ale radiowóz już czekał na zewnątrz. Lucía przesłała wstępne dowody do prokuratury przed spotkaniem, obawiając się, że mężczyzna spróbuje uciec lub zniszczyć dokumenty.
Dwóch funkcjonariuszy weszło do środka i poprosiło go, aby im towarzyszył. Nie założyli mu kajdanek w obecności rodziców, ale poinformowali go, że musi złożyć zeznania i przekazać dokumenty.
Pozytywnie.
Zanim przekroczył próg, Javier odwrócił się.
„Tato, to ty zacząłeś, sprzedając tę ziemię”.
Don Ernesto spojrzał na niego z pogodnym smutkiem.
„Podjąłem decyzję, która cię zraniła. Postanowiłeś ukarać całą rodzinę przez 10 lat. To nie to samo”.
Drzwi się zamknęły.
Doña Teresa opadła na krzesło. Gabriel uklęknął przed nią i wziął ją za ręce.
„Wybacz, że nie przyszedłem wcześniej”.
„Ty też zostałeś oszukany”.
„Ale mogłem nalegać bardziej”.
Don Ernesto położył mu dłoń na ramieniu.
„Właściwy rodzaj poczucia winy to taki, który nas uczy. Ten, który nas tylko niszczy, jest bezużyteczny”.
W ciągu pierwszych kilku dni lekarze odkryli, że Don Ernesto od miesięcy odkładał badania kardiologiczne i że Doña Teresa ma anemię, która nasiliła się z powodu niedożywienia. Nikt nie chciał dramatyzować, ale Gabriel rozumiał, że oszustwo pozostawiło fizyczne ślady. Towarzyszył ojcu na każdej wizycie i siadał obok matki, gdy ta była leczona. W poczekalniach słyszał historie, których nigdy wcześniej nie słyszał: jak sprzedali telewizor, żeby zapłacić za receptę, jak noce spędzali pod jednym kocem, i jak w Boże Narodzenie udawali, że nie są głodni, żeby mieć zapas jedzenia na styczeń.