„To była ogromna dawka jak na jej rozmiar, Evan” – powiedziała cicho. „Zahamowanie oddychania było poważne. Gdybyś spał jeszcze godzinę… gdybyś jej nie sprawdził…”
Nie dokończyła zdania. Nie musiała.
„Czy ona z tego wyjdzie?”
„Stabilizuje się” – powiedziała dr Walsh. „Przyjmujemy ją na OIOM. Musimy monitorować pod kątem niedotlenionego uszkodzenia mózgu. Ale Evan… muszę zapytać. Wyniki badań toksykologicznych są zgodne
Twoja historia. To nie było przypadkowe połknięcie, prawda?
Spojrzałam na lekarza. Potem spojrzałam na Clarę, z rurką w gardle, walczącą o powietrze, bo babcia uważała ją za uciążliwą.
„Nie” – powiedziałam, a mój głos drżał z wściekłości tak zimnej, że aż piekła. „To nie był wypadek”.
„Mam prawny obowiązek wezwać policję i służby ochrony dzieci” – powiedziała.
„Zrób to” – odpowiedziałam. „I powiedz im, że wnoszę oskarżenie”.
Rozdział czwarty: Wygnanie duszy
Clara obudziła się sześć godzin później. Była oszołomiona, zdezorientowana i płakała za Panem Fistaszkiem, ale wiedziała, kim jestem. Mogła ruszać palcami u stóp. Badanie neurologiczne nie wykazało żadnych nieprawidłowości.
Kiedy była już bezpieczna i spała pod czujnym okiem pielęgniarek z OIOM-u, które wszystkie mnie znały, pojechałam do domu.
Wściekłość, którą czułam, nie była gorąca i wrzeszcząca. To była lodowata, wykalkulowana furia. Zaparkowałam samochód i weszłam po schodach.
Linda i Natalie były w salonie, oglądając teleturniej. Dźwięk był nagłośniony. Spojrzały w górę, kiedy weszłam, spodziewając się… czego? Przeprosin?
„Jak się czuje?” zapytała Linda, ale nie odrywała wzroku od ekranu telewizora. „Przespała to?”
„Jest na pediatrycznym oddziale intensywnej terapii” – powiedziałam beznamiętnym głosem. „Musiała być intubowana. O mało nie umarła, mamo”.
Linda machnęła lekceważąco ręką. „Och, lekarze zawsze przesadzają. Chcą tylko wystawić rachunek ubezpieczycielowi. Nic jej nie jest, prawda?”
„Żyje” – powiedziałam. „Nie dzięki tobie”.
„Przestań tak dramatyzować” – wtrąciła Natalie, przewijając ekran telefonu. „Zachowujesz się, jakbyśmy ją zrzucili z mostu. Mama właśnie pomogła jej zasnąć. Naprawdę, powinnaś jej dziękować. Wyglądałaś na wyczerpaną”.
Podeszłam do telewizora i wyjęłam wtyczkę z gniazdka. Ekran zgasł.
„Hej!” – krzyknęła Natalie.