„Stan pańskiej żony jest stabilny. Dziecko urodziło się przedwcześnie, waży dwa kilogramy i trafi na oddział intensywnej terapii. Przybył pan w samą porę”.
Osłabłem.
Kilka godzin później, kiedy Mariana się obudziła, poprosiła mnie, żebym poszukał torby schowanej w szafie w pokoju dziecięcym. W środku znalazłem uwierzytelnioną kopię oryginalnego statutu, rachunki za zastawiony naszyjnik, dowód oszczędności i umowę podpisaną dwanaście lat wcześniej.
Mariana posiadała czterdzieści procent udziałów w firmie.
Odnotowała również kilka gróźb od Ofelii i Diego.
Zanim zdążyłem zareagować, zadzwoniła Valeria Cárdenas, nasza doradczyni korporacyjna.
„Alejandro, twój brat właśnie złożył dokumenty, żeby przejąć kontrolę. Jest jeszcze coś: jeden z podpisów wygląda na sfałszowany. Jeśli zgodzisz się spotkać jutro u notariusza, możemy przedstawić go w wersji sfałszowanej”.
Spojrzałem na żonę, a potem na naszego syna w inkubatorze.
Po raz pierwszy wściekłość przestała mną rządzić.
Teraz miałem dowód.
Nikt z nich nie mógł sobie wyobrazić, kto przejdzie przez te drzwi, kiedy zacznie się podpisywanie.
CZĘŚĆ 3
Następnego ranka wszedłem do kancelarii notarialnej 47 ze zmęczoną miną, ubrany w ciemny garnitur. Ofelia i Diego już tam byli. Ona była ubrana na czarno, jakby była ofiarą tragedii; on uśmiechał się z pewnością siebie kogoś, kto wierzy, że wygrał, zanim jeszcze zaczął.
Na stole leżała umowa przeniesienia akcji, rzekomy certyfikat wniesienia kapitału podpisany przez mojego zmarłego ojca oraz list, w którym, według nich, przyznałem, że firma została zbudowana z rodzinnych pieniędzy.
To wszystko było kłamstwem.
Prokurator generalna Valeria prosiła mnie, żebym się nie sprzeciwiał. Prokuratura Generalna Nuevo León miała już kopie nagrań, nagrania z sejfu, wyciągi bankowe i wstępny raport grafologa. Spotkanie miało się odbyć z autoryzowanymi nagraniami audio i wideo.
„Podpisz to i koniec sporu” – powiedział Diego. „Zachowam stanowisko prezesa. Ty zachowasz procent i będziesz mógł zająć się żoną”.
„A mama?” – zapytałem.
„Będzie miała dom, kierowcę i miesięczne kieszonkowe. Tak jak na to zasługuje”.
Ofelia uniosła brodę.
„Możesz jeszcze wszystko naprawić. Przeproś mnie i powiedz, że ta kobieta pomyliła cię z kimś innym”.
Wziąłem głęboki oddech.
„Naprawdę myślisz, że Mariana nie ma nic wspólnego z firmą?”
Diego wybuchnął śmiechem.
„Mariana właśnie podała ci kawę. Firma należy do mężczyzn w rodzinie”.
Valeria położyła następnie poświadczony dokument na stole. Pieczęć notariusza zalśniła w świetle lampy.
„Pani Mariana Salgado posiadała czterdzieści procent udziałów od momentu założenia firmy. Jej początkowa inwestycja jest udokumentowana. Istnieją również późniejsze wpłaty, które nigdy nie zostały zwrócone”.
Uśmiech Diego zniknął.
Ofelia próbowała wyrwać akta.
„To kłamstwo!”
„Nie” – odpowiedziałem. „Kłamstwem jest podpis mojego ojca na dokumencie datowanym trzy lata po jego śmierci”.
Notariusz podniósł wzrok. Drzwi się otworzyły i weszło dwóch śledczych w towarzystwie eksperta.
Diego wstał.
„Co to znaczy?”
„Że jesteś badany pod kątem kradzieży, wymuszenia, fałszerstwa i usiłowania oszustwa korporacyjnego” – wyjaśniła Valeria. „I że wszystko, co powiedziałeś w tym pokoju, zostało zarejestrowane”.
Ofelia zaczęła płakać. Nie z żalu, ale ze strachu.
„Alejandro, jestem twoją matką”.
To zdanie rządziło moim życiem przez lata. Tym razem nie zadziałało.
„Bycie moją matką nie daje ci prawa do zniszczenia mojej żony”.
Agenci skonfiskowali dokumenty. Diego próbował odejść, ale zatrzymali go na korytarzu. Zanim go zabrali, krzyknął na mnie, że zastawiłem pułapkę.
„Nie” – odpowiedziałem. „Poświeciłem tylko latarką tam, gdzie chciałeś działać w ciemności”.
Śledztwo trwało miesiącami. Nagrania wideo dowiodły, że Ofelia ukradła zawartość sejfu. Przelewy ujawniły, że Diego otrzymywał i wydawał pieniądze. Ekspertyza potwierdziła, że podrabiał podpisy i pieczęcie, aby udawać właściciela firmy. Co więcej, zgłosili się wierzyciele z kasyn, warsztatów i pożyczkodawców, którym obiecał udziały, które nigdy do niego nie należały.
Diego formalnie oskarżono i po procesie skazano na jedenaście lat więzienia za oszustwo, fałszerstwo i pranie brudnych pieniędzy. Ofelia, ze względu na wiek i stan zdrowia, nie została od razu uwięziona, ale musiała zwrócić to, co udało jej się odzyskać, utraciła majątek zakupiony za skradzione pieniądze i została objęta postępowaniem sądowym oraz nakazem sądowym.
Niektórzy krewni nazywali mnie potworem. Inni mówili, że matka wszystko wybacza.
Zapytałem ich tylko o jedno:
„Czy można wybaczyć również to, że uderzył kobietę w ciąży i naraził dziecko na niebezpieczeństwo?”.
Nikt nie odpowiedział.
Wiadomość o sprawie wyciekła do lokalnej prasy. Przez kilka dni niektóre programy rozrywkowe sprowadzały wszystko do jednego nagłówka: „Biznesmen nakazuje aresztowanie”.